Przejdź do głównej zawartości

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

       Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

      
       Myśli filozoficzne nurtują ludzi od wieków, wiadomo. Być albo nie być, oto jest pytanie, mieć czy być - ciągle na czasie, ba, teraz nawet bardziej niż kiedyś, biorąc pod uwagę nabierający tempa wyścig szczurów. Ja i problemy z podejmowaniem decyzji, spontaniczne wychodzą mi najlepiej, kiedy włączam analizę - wprost proporcjonalnie spada odwaga i paradoksalnie, także jasność umysłu, a nie podjęta decyzja wisi w przestrzeni, tygodniami, miesiącami, latami. Czasami zastanawiam się w jakim stopniu nasze życie zależy od nas samych, a w jakim jest dziełem przypadku i takich innych dupereli. Reasumując, codziennie ludzie zastanawiają się nad różnymi sprawami. Warto rozmawiać. Taa... Wchodzę więc na forum z pytaniami różnorakimi, z automatu włącza mi się tryb sarkazmu. Pierwszy dylemat z brzegu. Czy on mnie traktuje poważnie, czy tylko się mną bawi? Co on tak naprawdę czuje? Tej zagubionej dziewczynie na pytania powyższe odpowiedzą z pewnością obce baby, które siedzą w głowie jej wybranka. No bo jak nie one, to kto? Przecież nie on! ON jest ostatnią osobą, z którą należałoby porozmawiać w tej sprawie. Co on tam może wiedzieć… Jedźmy dalej. Czy mężczyznę da się zmienić? Kolejny dylemat. Zamienić się da, ale zmienić? Przefarbuj go. Czy coś się zmieni w moim życiu? Z tym to może do wróżki. Albo do księdza. Wróżbita Maciej, te sprawy. Nie pisał tydzień, siedzę i czekam, co robić? Eee, napisz Ty? Nie, nie, nie! Nie ma tak łatwo. Trzeba osiwieć w niepewności, a jak typ łaskawie napisze, to nie daj Boże odpisywać (!), trzeba go przetrzymać, żeby sobie nie myślał, pff.. Kręci mi się w głowie od tej filozofii. Jak oprzeć się facetowi? Kup brom. (Powinnam chyba założyć własny kącik prostych odpowiedzi na trudne pytania.) I najlepsze - dlaczego tak się zachowuję? Dlaczego JA tak się zachowuję, powiedzcie mi WY. Ale, żeby aż tak nie umieć ocenić sytuacji? Eee, one to z nudów piszą. Na bank.

       I dwa wątki obok siebie. On nie chce dziecka, co robić? I drugi - ciąża i depresja, co robić? Zaczyna mnie mdlić. I te pierwsze debatują czy on się zmieni i kiedy, i jak tak można, i że nawet jak mu się odmieni, to palcem nie kiwnie, żeby pomóc przy dziecku, i o Boże, i coś tam, i koniec świata, ja rzygam, one debatują, a na końcu ktoś ogarnięty zapytał o wiek. Siedemnaście, fanfary. Ale żeby siedemnastolatek nie chciał dziecka, to jest nie do pomyślenia. A te drugie od depresji, to te, których partnerom szczęśliwie się odmieniło i one teraz się zorientowały, że te pastelowe reklamy z różowiutkimi bobaskami w lśniących mieszkankach, gdzie nad łóżeczkiem gwiazdki, a wypoczęci rodzice zamykają drzwi tego przestronnego pokoiku i mają wieczór dla siebie, to ściema. Już nie mam czym wymiotować. To zwykły okres czy poronienie? Ani jedno, ani drugie, puściły ci simeringi, bywa. I dziesiątki innych pytań o to “czy mogę być w ciąży, bo boję się zrobić test”. I siedzi delikwentka na forum, dwa dni debatuje, opisując objawy, wszelakie szczegóły, w którym dniu cyklu obecnie się znajduje, w którym było, eee, zbliżenie (słowo seks nie przejdzie, ona tam gęstość i kolor śluzu opisuje, ale słowa seks nie użyje, bo wstydliwa). I tak się zastanawia tuzin niewiast, nad prawdopodobieństwem wystąpienia ciąży w tym danym przypadku, bo skoro kawa jej dziś mniej smakowała, niż dwa dni temu i jakoś niedobrze  jej chyba po obiedzie, ale to może przez to, że przypaliła kotleta, ale tylko tak trochę go przypaliła, więc to może już jednak hormony. A, kurde, aptekę ma za oknem, ale ona się boi. A druga się zabezpieczała i tak dalej (daruję sobie szczegóły), ale teraz ją kłuje koło pępka i ona jednak uważa, że to dziecko rośnie. Czy plemniki w połączeniu ze śliną przeżyją? Myślę, że powinna je zagotować. Wtedy zdechną. Następna - gumki mi sparciały w plecaku od wakacji, nie zauważyłam, ratujcie! Porady - weź szybko gorącą kąpiel. No mówię, że wrzątek dobry na wszystko. Czajnik, lejek i jedziesz.

       Zainteresował mnie wątek - uwaga dziewczyny, nie wiążcie się z artystą, leniwy i dziwny, i pięć wykrzykników. A ja mam słabość  do takich właśnie. Fuck… Ale, że Seba lepszy? Wracam na porady ginekologiczne, bezpieczniej. I na koniec temat - ani palec, ani tampon nie chcą mi wejść! Ryło mi się cieszy, oczy jak pięciozłotówki, co one wypisują, dżizas. Czytam, porady - masz blokadę psychiczną, na siłę pchaj, nie zaciskaj mięśni, kucnij, może ci zimno? No mówię przecież, dupa na tapczan, nogi do góry i jedziesz z gara. Puenta - wrzątek dobry na wszystko. Puenta numer dwa - nigdy więcej nie wejdę na te fora.



Komentarze

  1. Cud zaoranie :DDD

    Tak mniej żartobliwie a z punktu widzenia męskiego szowinistycznego, hamowatego (od szynki, czyli świniny, nie od brata Sema i Jafeta), dupka jakim się poczuwam być w kontakcie z osobnikami podgrupy stanowiącej "waginę z przyległościami" stwierdzam że one wcale nie chcą abi pomocy, ani rady (same wiedzą lepiej i tak, zresztą co im będą jakieś idiotki rad udzielały? Tylko chcą się wygadać, dawniej mogły przy darciu pierza, lub napierdzielaniu kijankami, a dziś mają "nowoczesność w domu i zagrodzie" więc klepią na forach...
    A swoją drogą, gdybym ja u mnie taki tekst wrzucił, to by mi ślepia kwasem wypaliły ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ps. bucik smakowity, choć o celulicie na stopach jako żyję nie słyszałem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Makromanie za regularne wizyty :D Bucik a propo kobiecego tematu, niekoniecznie stricte cellulitu (szczerze - wrzucam do postów pierwsze lepsze z moich komórkowych fot, jakie mi wpadną w ręce). Może i chcą się wygadać, ale przerażające jest w jaki sposób... xd

      Usuń
    2. Przerażające to jest siedzieć z kumplem przy piwie, czekać na lazanię i słyszeć jak jedna kucharka do drugiej opowiada (ze szczegółami!!) o infekcjach intymnych...

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…