Przejdź do głównej zawartości

O perfekcyjnym życiu, idiotach i forach internetowych

Nie powinno się dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Nie lubię porównywać niczego, poza objętością ud i innymi sprawami, na które mamy czynny wpływ, a są niezależne od naszych poglądów, pochodzenia itepe. Powtórzę więc - nie lubię porównywać, dzielić ludzi, grupować, ale kurde, spora część tego globu to idioci. No idioci. Nie sposób inaczej tego określić. Internet jest pełen idiotów. Pierwsza myśl z  brzegu, z tego tygodnia - forum ortodontyczne, pytanie - czy mogę sobie kupić aparat osobno, a orto mi go tylko założy? Fanfary! Osobno, w sensie… używany? Najpiękniejszy komentarz pod spodem (nie mój, ale kogoś równie poirytowanego) brzmiał - plomby sobie kup, a dentysta ci je tylko założy. Hehehe. Idźmy dalej. Wchodzę na forum popularnego kobiecego portalu, w celu zbadania rynku, w celu napisania tego tekstu, w celu wyrzucenia myśli z głowy, w celu zapobiegnięcia jej eksplozji. Wchodzę, chcę dostrzec tekst, ale bombardują mnie reklamy, sukienki, spodenki, spódniczki, wiosna-lato, kurteczki, lakiereczki, cipeczki. Fuck - krzyżyk, krzyżyk, krzyżyk. Lewituję w pozycji kwiatu lotosu dziękując Bogu, że na insta nie ma reklam. Tfuuu, odpukać! Unoszę się nad biurkiem, myślami hasając po słonecznej łące w spodenkach z H&M, apaszce od Hermesa, staniku dobranym przez profesjonalną brafitterkę, a z mych zarumienionych policzków nie spadnie nawet drobinka różu, gdyż pędzle to tylko Maca. Czy czuję szczęście? Chcę poczuć szczęście w związku z wszechogarniającą mnie perfekcją. Tak, poczułam to, poczułam szczęście, gdyż… pozamykały się w końcu bezkresy okienek i linków przekierowujących mnie do zakupowych rajów. Alleluja! 




Wchodzę więc na forum i widzę osiemnaście tysięcy wątków na temat makijażu i pytań do wizażystki. Osiemnaście tysięcy. Ale (!) tyyysięcy. Prawie dwadzieścia, taa, tysięcy na  temat pielęgnacji i pytań do kosmetyczki. Dwadzieścia pięć tysięcy na temat włosów i fryzur, pytania zapewne do fryzjerki i tak dalej. Mam szczotkę, owszem, suszarkę i szampon. No jeszcze odżywkę, szaleństwo, z supermarketu. Myję włosy, potem luksus i burżuazja - nakładam odżywkę, jak mam czas to suszę, jak nie to schnie samo, i element zwieńczający procedurę - czeszę je przez około sześć i pół sekundy ruchem posuwistym z góry na dół. O co ja mogłabym zapytać taką fryzjerkę? A tam jest dwadzieścia pięć tysięcy pytań. A jeszcze zabłysnę wiedzą na temat magicznej szczotki tange tee… coś tam, cała blogosfera i wszelakie internety huczały o niej kilka lat temu, że roszczesuje wszystkie kłaczory, łącznie z włosami łonowymi dziwki-pracoholiczki zasuwającej w wilgotnym klimacie i, co najważniejsze, nie ciągnie! Wracając, myślę sobie, lubię ciuszki i buciki, ale ciut przesada, żeby tyle wątków w sprawie pierdół, kremów i innych dupsów. Znajdźmy coś ambitniejszego. Kącik językowy... Ilość wątków - sześćset z hakiem. A gdzie tysiące? Nawet jeden tysiączek okrąglutki nie? Idźmy dalej, relacje, o (!), myślę, psychologia, myślę, emocje, myślę, będzie interesująco, myślę. Dupa. Standard - pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwszy ślub, pierwszy rozwód. Cóż za prekursorski portal. I najobszerniejszy wątek - rozstania, gdzie wypisane są w rządku punkty, kiedy należy się rozstać, lub chociażby czuć się zaniepokojonym obecnym stanem rzeczy. 

Myślę o swoim dziesięcioletnim związku i rechoczę przed ekranem komputera jak stary wyga związkowy. No zaskoczcie mnie, no proszę, wy, forum babsko-pudrowo-kremowo-poradnikowe. Niech się dowiem czegoś nowego. Powiedzcie mi wszystko, mądrale, skarbnico wiedzy, wieżo z kości słon… tfu. Nie ta ranga. Choć wiernych nalazło jak mrówków. Czytam - para powinna się rozstać, gdy (cytuję) on (ewentualnie ona, ale głównie są to kobiece przemyślenia, wynurzenia, porywające i zaskakujące spostrzeżenia i analizy, więc załóżmy, że “on”) jest za bardzo wyluzowany (w porywach do nieodpowiedzialny), zbyt krytyczny (sztywno trzymający się własnych zasad), zbyt zazdrosny (bo to męczące), w ogóle nie zazdrosny (bo mu nie zależy), nie dbający o siebie (brudas), skupiający się tylko na swoim wyglądzie (czyżby wciąż szukał) i tak dalej i tak dalej, i żeby ratować wszelakie relacje on musi być czuły/namiętny/romantyczny/wykąpany/hojny bla i bla i bla i, że jak miał za dużo partnerek to niedobrze, bo rozpusta i jeszcze jakiegoś syfa przywlecze, a jak za mało to katastrofa, niedoświadczony facet jest gorszy niż nieumyty. I przeskok debaty na temat tego, czy jeden prysznic dziennie wystarczy, czy po każdym wysiłku fizycznym, czy zęby dwa razy dziennie powinien nakurwiać, czy jednak trzy, a jak pali to ręce powinien myć po każdym papierosie (!) i tak dalej, a ja się zastanawiam, co z moim ulubionym “za włosy i do jaskini”? Czuję rozczarowanie nudnym perfekcjonizmem, zniesmaczenie i zgorszenie wręcz. Bo najpierw oboje muszą się wypachnić, odświeżyć, najlepiej od razu przebrać w czyste łaszki i z grubsza przedyskutować kilka ważniejszych punktów na płaszczyźnie relacji, czy aby nie sypie się im związek, a potem to już hulaj dusza piekła nie ma. Nie ma to jak spontaniczne życie, w którym krew nie woda i zarówno faceci jak i kobiety są z Ziemi, a nie różnych planet, z których jedna jest różowa, a druga błękitna i jak tylko zapytam wizażystki jaki look będzie mi pasował tej wiosny, fryzjerki - na którą stronę przedziałek na te święta, a kosmetyczki - czy mój śniady ryj to już starość, czy tylko niewyspanie, po czym poddam faceta testom emocjonalno - higienicznym, i sprawdzę co świadczą o nas pozycje, w jakich śpimy (bo coś czuję kolejny problem na horyzoncie), następnie zamówię zestaw maszynek z ośmioma ostrzami w zestawie “dla niej i dla niego", lub te z serii "bądź gładka (!) na wiosnę”, kilo apaszek od Hermesa i na końcu zapytam ziomów w grupie wsparcia czy mogę sobie sama wymienić druta w aparacie, bo przecież to żadna sztuka, a mój facet ma całą skrzynkę takich różnych, łącznie z narzędziami, to co będę przepłacać. Pff. No i potem mogę wrócić do tego, na czym skończyłam, zanim wlazłam na te fora. Nie pamiętam czego. Do życia, czy coś. 

Następnym razem wejdę na kobiece forum pytań intymnych, czyli tych z cyklu “mam dziwne zaczerwienienia TAM, ale się nie przyznam… to pewnie po osiemnastce siory, pomóżcie!” Już czuję nosem skarbnicę inspiracji. Ach!

Komentarze

  1. Internet musiał powstać właśnie po to, by idioci mieli swoje miejsce na świecie. Zazwyczaj szerokim klikiem omijam takie miejsca, choć czasami AI zdaje się celowo mnie na takie naprowadzać. Szukasz info na temat np. symboliki sakralnej, a znajdujesz pierdyliard rekordów miłośników biżuteri w stylu "gotyckim" łącznie z porno blogami epigonów stukniętego markiza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz w latach naprzód i to jest twoje przekleństwo dajesz szanse a wynik juz znasz to się nazywa złudzenie dajmy szanse złudzeniu określi się samo fUstka sama się uchyliła wygra silniejsze uczucie jedynie i to czego pragniemy najbardziej

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…