Przejdź do głównej zawartości

Po co te podwójne ronda, czyli luźna refleksja na temat kobiecej logiki

Wsiadamy do samochodu. Za kierownicą ja. Mam do przejechania 3 km. Żal mi, że nie 300. Mogłabym tak wsiąść i jechać, i jechać, i jechać... W siną dal. Od zawsze czułam gdzieś tam głęboko w podświadomości, że będę to lubić. Nie przypuszczałam jednak, że aż tak bardzo. Nie sądziłam, że będzie to tak ogromna miłość... 



Nie zmienia to jednak faktu, że jestem kobietą. Myślę jak kobieta. Działam jak kobieta. Żyję jak kobieta. I nienawidzę parkingów jak kobieta. Dlaczego, do cholery, te miejsca są takie ciasne?! Nawet jak zaparkujesz idealnie i dwóch delikwentów obok także, to i tak ledwo te drzwi można otworzyć. Nie wspominając o tym, ile osób w ogóle nie zwraca uwagi na te linie. Tylko ciach, sruu, zaparkowane, byle jak, byle gdzie, byle by było. Ja parkuję w liniach z myślą o wszystkich ludziach, którzy potem przeklinali by mnie pod nosem, gdybym te białe krechy olała. Nie wspominając o moim facecie, który dostałby palpitacji. Wystarczy, że nie ogarnia dlaczego wolę parkować skręcając w lewo, niż w prawo. Przecież to oczywiste - w lewo jest... yyy... po prostu łatwiej. Wiadomo.

No to wio.

* * *

Pyk, pyk, pyk.

- Po co Ci ten kierunkowskaz? - mówi on.
- Co? - odpowiadam ja.
- Po. Co. Ci. Ten. Kierunkowskaz?
- Bo. Skręcam.
- Okeeey...
- Ej! O co Ci chodzi!? Skręcam to wrzucam kierunek, proste i logiczne, nie!?
- Czemu już się wkurzasz?! Pytam się normalnie, grzecznie.

Cisza. Jadę.

Cisza.

Ach, ta atmosfera o gęstości śmietany.

Pyk, pyk, pyk. 

- Znowu.
- Co znowu?
- Kierunkowskaz.
- Bo znowu skręcam.
- Kochanie - nie wytrzymuje on - przecież jesteś na błotnistej ścieżce, na trawie, w ŚRODKU LASU. Las, puszcza, krzaczory, tego nawet drogą nazwać nie można,  nikt tu nie jeździ. Nikt Cię nie widzi. Nie musisz tutaj go wrzucać.
- Ale chcę.
- A. No to jak chcesz... to co innego.

Dobre nawyki to podstawa. A kierunkowskaz to mój ulubiony element samochodu. Pyk, pyk, pyk.

Pyk.

* * *

A najbardziej irytujące są podwójne ronda. No dobra, jestem w stanie zrozumieć, że jak z czterech stron są dwupasmówki to pojedyncze rondo generuje korki. Ale to podwójne jest z kolei wypadkogenne! I teraz się skupcie! Jadę prawym pasem, więc wjeżdżam na zewnętrzny pas ronda, chce drugi zjazd, ale, kurde, facet nadjeżdżający z lewej, popylający wewnętrznym pasem, sobie wymyślił, że sobie zjedzie gdzieś, nie wiadomo gdzie, bo na kierunku wjechał i na kierunku jedzie, mija pierwszy zjazd, więc po cholerę na tym kierunku cały czas? Zrównał się ze mną, a ja, jak wieść gminna niesie, powinnam go niby wypuścić z tego środkowego pasa. No i co ja mam w tym momencie ze sobą zrobić? I z moim wozem? Zwolnić? Przyspieszyć? Zatrzymać się robiąc zator? Pokazać delikwentowi środkowy palec? Może puścić oczko dla rozładowania napięcia? A może się katapultować???!!!

Wrrr!

Wr.

* * *

- Za wcześnie ta czwórka.
- Akurat. 
- No trochę za wcześnie. Pod górę jest.
- Konkretnie o ile sekund za wcześnie?
- To nie jest śmieszne, za..
- ...rżniesz skrzynię, tak wiem. Samodzielna decyzja kierowcy.
- Akurat chciałem powiedzieć, że go zamulisz ale jak już weszłaś na temat napraw, to w razie czego następnym razem mechanika stawia, yyy... samodzielny kierowca? - ach ten ironiczny uśmiech. 
- No, może ciut - przejdzie mi to przez gardło czy nie - zzza... wcześnie. Ale tak ciut ciut.

Hehehe. Jak mam zapłacić mechanika jak tyle butów na świecie czeka aż ktoś je kupi. No jak!? Poza tym ja zapłaciłam prąd. Poza tym jeszcze się nic nie urwało... ostatnio. Za wcześnie czwórka. No może ciut pod górę. Phi.

Phi.

* * *

- Prostuj!
- Krzywo będzie!
- Teraz jest krzywo!
- Nie jest!
- Jest! Nie widzisz!?
- Nie widzę! 
- Daj to!
- Proszę bardzo! - rączki w górze, parkuje pasażer. Ale fajosko, jak na autopilocie. 

I jest prosto. Dziwne.

* * *

- Myszko co to jest,  to zielone tu? 
- Gdzie?
- No tu! Ta rysa ogromna!
- A... to. Nie wiem.
- Jak nie wiesz!? Ty jeździłaś, musiałaś w coś pierd.. uderzyć. Musiałaś to POCZUĆ.
- No nic nie czułam.
- A gdzie byłaś? 
- No gdzie byłam, w robocie byłam, w urzędzie pracy byłam, w Tesco byłam, hm... Ale się ochłodziło nie?
- W urzędzie pracy?
- Tak, wniosek o stażystę składałam, będziemy mieć stażystę, wiesz, bo w pracy ostatnio...
- Brama. Pięknie.
- Co?
- Nic. Brama pod urzędem pracy jest zielona.
- A. - Słodkie oczęta razy dziesięć. 


* * *

- A moja dziewczyna jest świetnym kierowcą. Serio. Czasem coś nie zatrybi, jakieś szczegóły się nie zgrywają, ale ma do tego dryg, smykałkę. Serce ma przede wszystkim! - oznajmia dumnie znajomym mój facet.
- Ekhm - chrząkam ja.
- Co?
- Powtórz.
- Proszę Cię...
- No proszę powtórz. Ja sobie to NAGRAM. Tak na przyszłość. Tak żeby nie zapomnieć.

Hihi.






Komentarze

  1. Świetny życiowy i humorystyczny post ;D Też nie znoszę rond dwupasmowych, za ciasnych parkingów itd a najgorsze... komentarze i pytania właśnie podobne do tych, które przedstawiłaś ;D
    pozdrawiam i powodzenia na drogach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię co mogę, żeby inni uczestnicy ruchu nie mieli podstaw, do tego oklepanego już stwierdzenia "baba za kierownicą". :D Dziękuję i wzajemnie! :)

      Usuń
  2. Bardzo dobrze, że używasz kierunkowskazów :) Niektórzy zjeżdżając z ronda nawet nie chcą ich włączyć i czekasz żeby na nie wjechać, a oni nagle skręcają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nagminna sytuacja i baaaardzo denerwująca. Ja po prostu lubię ten uspokajający dźwięk, pyk, pyk, pyk... ;D

      Usuń
  3. Żeby moja Panna tak chciała... A ona wcale, nie siądzie, prawka nie ma i nawet szef w pracy ją nie zmusi, to ja tym bardziej (wiadomo mąż rzecz nabyta, a przełożony święta - kolejna porcja kobiecej logiki)...
    A ja prowadzić nie lubię, mnie to męczy, drażni - ja jestem z ducha przewodnik a nie przewoźnik - różnica niby niewielka w brzmieniu ma jak ogromną w sensie?!

    A kierunkowskazy też wrzucam nawet jak nie trzeba, to pomaga innym i sam zresztą kierunkowskazów wymagam bo to pomaga mi.

    Co do zatrzymania silnika są dwie opcje mechaników - jedni wskazują na szybsze zużycie cylindrów przy wysokich obrotach inni na szybsze zużycie panewek przy niskich obrotach... Prawda jest taka że i tak remont kosztuje mniej więcej tyle samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a dla mnie jazda samochodem to jedna z największych miłości, od zawsze to czułam i wiedziałam, od dziecka. Mogłabym wsiąść rano i tak jeechać, jeeechać, jeeechać. I podobno mam niezły refleks ;) Przełożony rzecz święta (?), nie przesadzajmy, wszystko w granicach rozsądku :) Co do obrotów to obrotomierza nie posiadam, a na słuch mało słyszę, bo zwykle radio dudni :D

      Usuń
    2. Jak mnie czujesz że ci silnik "szarpie" to znaczy że jeszcze masz w miarę dobry bieg ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…