Przejdź do głównej zawartości

Pętla

Napisane pewnego jesiennego, niedzielnego popołudnia...

Widziałam dziś dźwięki i słyszałam kolory. Odgłosy drżały, zaginały przestrzeń, pojawiały się i znikały, opadały z impetem, takim samym z jakim opadają liście. Żadnym. Balansowałam pomiędzy euforią a rozpaczą. Zobaczyłam kwiaty w kolorze pastelowego różu i koszyczek na ławce obok, także różowy. Co jest z tym różem dzisiaj? Miałam różową bluzkę i różowe buty w reklamówce. Tak, w reklamówce. Nieważne, zbędne wyjaśnienia. I ciepła barwa jesieni, wszędzie. Ta jesień jest jeszcze młoda. Czy jesień może być młoda? Ona z automatu kojarzy się ze starością. Poczułam się dziś bardzo staro i bardzo młodo zarazem. Czy wiek jest ważny? Czy cokolwiek jest ważne? Odległość? Czas? Przestrzeń? Co jest z tymi kolorami? Czemu świeci słońce zawsze kiedy spadam na samo dno, kiedy rozbijam się z impetem liści. Żadnym. Czy to słońce chce mnie pocieszyć tym, że... jest? Czy dobić tym kontrastem pomiędzy moim nastrojem a radosnym żarem bijącym z nieba? Hasztag, że jest pięknie, gdy łzy same płyną. Cała ja. Jest pięknie, zapamiętaj sobie. Zawrót głowy, szum, odlot, luz... Pętla.




Przepełniona wszystkim. Ludźmi. Są wszędzie, potęgują samotność. A może to ja ich odrzucam, wszystkich i każdego z osobna? Może ja jestem... zła? Czy to ostatnia tak ciepła niedziela? Wolałabym, żeby było brzydko, ale żeby był marzec. Paskudnie i zimno, ale jest nadzieja, jest poczucie, że będzie już tylko lepiej. Co z tego, że jest pięknie, skoro wiadomo, że to już końcówka. Czyli nie ważne jest tu i teraz? Ważniejsze są rokowania? Miliony pytań, po co? Kolory i dźwięki zlewają się w zapach. Zapach skoszonej trawy, tak bardzo uzależniający. Uzależniający... Pętla.  

Impet spadających liści. Czy to je boli? Czy boli to drzewo? Zrobię sobie listę rzeczy, które muszę zrobić, a potem je zrobię. I wszystko będzie już proste. I wyjdę na spacer. Stare piosenki dobiegające z drugiego pokoju. I smak kopytek, czy wyszły mi tak jak babci? Prawie perfekcja. Małe rzeczy, małe radości, gdzie jesteście? Gdzie!!?? Pętla. 

Pętla pętla pętla.










Komentarze

  1. Ba widzieć piękno w barwnej słonecznej ciepłej jesieni to... banał. Spróbuj ja dostrzec gdy jest dwa stopnie, wali w twarz śnieg z deszczem, masz przemoczone ciuchy do gołej d... i złapałaś ciężka grypę!

    Jak to nie zdołuje, to już mało co zdołować da radę;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to wiesz, nastrój nie zawsze zależy od pogody. Tego dnia zapaliłam papierosa po trzech miesiącach od rzucenia, swoista porażka, stąd i refleksja dołująca :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…