Przejdź do głównej zawartości

Ona

Komercyjny chłam uderzający strzępkami w odkryte tereny mojej podświadomości
Przekaz podprogowy czyniący mnie konsumentem
Codzienne czynności umilone odmóżdżającym tłem gadającego przedmiotu
A niby tak uciekam od nadmiaru chaosu...
Hipokrytka

I jeden znajomy ton głosu, rockowe dźwięki, czarno-białe kadry
Ona... odwieczna inspiracja
Zadziorna jak kiedyś
Nigdy nie byłam chłopczycą, ale gdzieś się zahaczamy
Wspólny mianownik tańczy w jej słowach i w moich myślach
Bunt życia, męskie spojrzenie w kobiecych oczach, krzyk duszy


Ciężkie buty wspomagają grawitację
Wątłe kobiety muszą sobie radzić
Uśmiech i żółwik
I kwadrat na blokowisku
I nocne rozmowy
I radość życia w każdych warunkach
Hierarchia wartości pomaga przetrwać

A potem znów zagubione blondyneczki i ich melodie
Miłosne problemy, shopping, lifting, zdrada
Pierdu śmierdu bez charakteru
Kobiety bez jaj są jak faceci nie potrafiący przytulać
Zalecana terapia hormonalna albo dwie sety
Choć to chyba jednak i tak nie pomoże, zaciek na ścianie nie będzie cudem

Przeznaczenie istnieje - hipoteza czy teza
Chcę wierzyć w to drugie

 

Komentarze

  1. Bylem punkiem, znam punkówy (ktos z brygady może jeszcze kojarzy kola o ksywie "trzy mogiły", to ja) i szczerze mówiąc akurat "kobiety z jajami" były ostatnimi potrzebnymi nam do szczęścia. Owszem ciągły z nami wino w bramach i paliły "Popularne", ale żaden z nas nie miał mokrych snów z nimi w roli głównej.
    Myślę że Ona wzbudza dreszczyk emocji w kolesiach z dobrych domów, ugrzecznionych chłopaczkach z dobrymi posadami, pokaźnymi kontami, troskliwymi mamusiami, które maja mnóstwo koneksji bo każdy inny facet z pewnością dostrzeże w niej kumpele... ale nie kobietę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo grunt to znaleźć kompromis, bo takie puste, wytapirowane, wypindrzone dziunie też nie do końca są fajne. Ja mam pół szafy szpilek i sukieneczek, a drugie pół dżinsów i butów jak wyżej, i myślę, że jest okey xD

      Usuń
    2. Jasne "takie puste, wytapirowane, wypindrzone dziunie też nie do końca są fajne." Ale już zadbane, wykształcone, seksownie odstrzelone dziewczyny, znające swoją wartość intelektualną jak i siłę erotyzmu...

      Usuń
    3. Nie podlegą wątpliwości :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…