Przejdź do głównej zawartości

Bajeczna, nic nie warta, poetyczna proza. I maść.

Maścią się nasmaruję. Cała, calutka, wewnątrz, na zewnątrz i meble pociągnę. A co, maść dobra na wszystko. I bajkę obejrzę, stworzę, odtworzę. Profilaktyka, prewencja, ignorancja, gaszenie pożarów, eksplozja. Tykam. Tik tak. Kulfon i Monika. Gąska Balbinka. Każda chce być brzydkim kaczątkiem. Tylko tym, w drugiej części bajki. Bądź! Kopciuszek ewoluował, w Królową Śniegu. Maja miała Gucia. Fajny był, guciowaty. Calineczka miała liście. Wszystko legalnie. Różne wiadomości. Karambol. Karaaamba.



Smerfetka i jej stereotyp. Dziwki. I smerfy o różnych osobowościach, jak w życiu. Mało smerfiątek, nikt nie dopłaca. A może to ta Smerfetka. Cnotka? Cwaniara się maskuje, trudno wyczuć. Seniorów też mało. Raj dla zakładu, no tego, ubezpieczeń. Niebieska róża nie istnieje. Szukam mojej Atlantydy. Wszystko ginie w tych torebkach. A kiedyś zginęła cała torebka. Mamie Muminka, szukali. Pulchniutkie i łyse Muminki, słabo. Maść polecam. Na porost, wzrost, pajączki. Depilator w zestawie. I sok z gumijagód. Dobry motyw, skaczący, trampolina, tygrysek, miodek. A dupa rośnie. Nie mi, dbam.


I mój ulubieniec - Toudi. Pracownik uciśniony. Kodeks pracy pod choinkę. I maść. Maści Ci u nas dostatek, różnej maści te maści, na dodatek. Małe dziewczynki lubią wróżki. Zębuszki. Ciul, że szczerbate, hajs się liczy, od najmłodszych lat. O zgrozo. Był jeszcze Donald. I myszki. Co zjadły króla. I te w majtkach. Różne zwierzątka. Reksio i ćwirek. Świrek. Miś Uszatek wkręcał doła. Chyba ten soundtrack. A może to był Koralgol? Krecik mamrotał gorzej niż kaczka Disneya. Wszyscy byli u ortodonty. Albo połknęli, taa, maść. I była też kaczka dziwaczka. I jest nadal. Nie moja wina, że fauna w bajkach wygrywa. Puchatek i Garfield. Obżartusy i lenie. Ten pierwszy smętna mimoza i Krzyś. Ludzie... Królik, tygrys i świnka uratowali sprawę. Garfield był spoczi, luz, chill, dzieci kwiaty.


A teraz cóż, inne czasy. Hutosie i Tinky Winky. Trudna logika, złożona fabuła. I księżniczki ponadczasowe wciąż. "Mam tę mooooooooc....". Nic nie przebije mojej kochanej Czarodziejki z Księżyca. Superbohaterki. I Rita z Power Rangers. Ten śmiech szyderczy, duszy, z samej siebie, znam.


To od maści. Poślizgnąć się łatwo. Oszaleć, odlecieć. Polizać. Powąchać. Więcej nie kupię kremu z napisem "niewidzialne rękawiczki". Krwawię z dłoni. Mam przecież psa, a... "chyba widziałam kotecka".








Komentarze

  1. całusy dla psa,
    a i tak rządzą pingwiny...
    kiedyś Lombard miał płytę "szara maść", zachodziliśmy z kumplami w głowę czy na okładce są piersi Ostrowskiej, czy jakieś innej?... do dziś nie rozkminiłem.
    A ten wierszyk reklamowy znasz?:
    "maść na szczury, maść na szczury!
    wyciągamy szczura z dziury, poczem sprawnym ruchem dłoni, smarujemy maścią po nim...
    i szczur zdycza, i szczur zdycha! Taka maść kosztuje dycha".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahahaha, dobre xD Nie znałam :)
      Ps. pies również całuje ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…