Przejdź do głównej zawartości

Horoskop na dziś

Znane są mi różne formy tracenia czasu na bezwartościowe czynności, doprawdy przeróżne, jednak czytanie horoskopów zawsze będzie na czele. Oddaję się temu zajęciu doprawdy rzadko, w odstępach kilkumiesięcznych, ale coś mnie dzisiaj tknęło i cholera, prawie godzina nie moja… Na każdym „magicznym” portalu napisane jest coś zupełnie innego. Komu mam wierzyć? Kariera wystrzeli w kosmos, uważaj na wydatki, miłość kwitnie – korzystaj, uważaj na konflikty, uważaj na zdrowie, uważaj na szefa, uważaj na przelotne flirty, flirtuj ile wlezie, to czas dla singli, nie jesteś singlem – księżyc ustawił się tak jak jeszcze nigdy,  idealny czas na potomstwo, dbaj o zdrowie po raz drugi, stoisz na progu weekendu – szalej, ostrożności w finansach nigdy za wiele, dbaj o przyjaciół, uważaj na nielojalnych przyjaciół, wypocznij, pracuj – jesteś teraz najbardziej efektywna. Stooop! Zwariuję. Nigdzie nie napisali, że zwariuję - dziwne. Planety wirują wokół mojej aury, aż mnie mdli.  Czuję ruch wirowy prawie namacalnie. Podobno jak miałam cztery latka, zwymiotowałam mamie do torebki na Diabelskim Młynie. Nie pamiętam tego, ale jakoś mi się skojarzyło z tymże właśnie korzystno - niekorzystnym ustawieniem gwiazd i astrologią. 


Cyferki, numerki, liczby. Liczby to potęga, mówił o tym już Pitagoras, czy inny – starożytny. Jestem siódemką, to chyba świetnie?! Siedem kojarzy się raczej pozytywnie, tak biorąc pod uwagę pierwsze, luźne skojarzenia. Szczęście, te sprawy. Otóż, zależy jak na to spojrzeć, gdyż liczba ta określa ponoć jedynie podstawowe cechy charakteru, w tym przypadku - pedantyczna, rodzinna, ustabilizowana. Przeanalizujmy więc dokładniej, lubi porządek – rzut okiem na biurko, taa… Rodzinna, hm, no mam psa i rybki. Nie, rybki nie są moje, a mojego faceta, tak jakby poza związkiem, bo ja się z nimi nie utożsamiam. Co to za zwierzątko, którego nie można pogłaskać? Kiedyś miałam papugi, Boże Święty, jakie to są wredne stworzenia. Jak sobie przypomnę, to mam ciarki. Mają bardzo silną autosugestię. Jednym słowem – upieprzy sobie taka falista, że w lustrze ma dziewczynę, narzeczoną, generalnie - miłość swojego życia i dawaj, karmi lustro, potem pieści, głaszcze, aż miło popatrzeć. A potem nastają ciemne i mroczne czasy, kiedy to kolorowe cudo pokłóci się z wyimaginowanym partnerem w lustrze do tego stopnia, że rozwali i lustro i swoją pustą głowę. A kiedy „kupisz” takiemu ustrojstwu prawdziwą partnerkę na życie, kolorową, cudną, to dopiero zaczyna się hard core. Nawet nie chcę wspominać...  Wracając - rodzinna, no może kiedyś. W sumie to tak ogólnie tylko napisali, zapewne należy mieć odpowiedni dystans. Ustabilizowana, poukładana, sumienna, dobrze zorganizowana Panna i jednocześnie „siódemka”. Brzmi obiecująco. I teraz tak - wystarczy, że rzucę okiem na jakikolwiek mój tekst, jakiś wiersz, opowiadanie, osobiste, szczere wywody i wynurzenia, to wszystkie te cechy samoistnie się anulują. Dane zostały utracone.

Do niczego te horoskopy. Dobre do czytania w poczekalni u pedicurzystki, przez paniusie, które bardziej rozumieją słowo „dermabrazja” niż „metafora”.  Na koniec zerknęłam nieśmiało na znaczenie imion, z czystej ciekawości świata. Trochę się zdziwiłam, bo znalazłam całą prawdę, jaką ktoś, kto mnie zna, mógłby wyrecytować mi w twarz. Już pierwsze zdanie -  nerwowa choleryczka, bardzo pobudliwa – dało mi do myślenia. Reszta też się, tak jakby, w zasadzie całkowicie zgadza i nie wiem skąd oni to wszystko wiedzą i jaki związek ma moja „nazwa własna” z charakterem, ale myślę, że to są właśnie CZARY. Całe to poszukiwanie wiedzy zajęłoby mi może dziesięć minut, gdybym nie skusiła się sprawdzić znajomych. I numerologia po raz kolejny, jedynka pasuje do ósemki, do siódemki być może również, a piątka do dwójki, czwórka może się nie wyzabija z dziewiątką, kombinacje i wariacje, normalnie – sudoku. Chory system, a jeszcze bardziej chore jest to, że straciłam godzinę na te brednie. Wystarczy. Ej! Szanujmy siebie i źródła, z których czerpiemy informacje.

Ciekawi mnie jeszcze tylko czy "liczba" mojej mamy  i znaczenie jej imienia się pokrywają… O i na teściową zerknę, na pewno interesujące rzeczy powypisywali. Skorpion! Byłabym zapomniała, sprawdzę czy pasuje do Panny. To jest ciekawy przypadek astrologiczny, Skorpion… żyję dziesięć lat z takim to wiem. A może inne znaki bardziej pasują do Panny? Może to trzeba jakoś naprostować? Jeden rzut okiem na sprawę.

Jeszcze tyko spojrzę na „cechy” mojej najlepszej kumpeli. Jeśli napisali, że jest wredna, to zadzwonię i jej przeczytam słowo w słowo!

Reasumując - kobieca próżność bywa jak Średniowiecze. Czasem jakaś myśl, a potem długo, długo nic.






Komentarze

  1. Szczere kondolencje dla Grzegorza, żyję z Panną już 20 lat, jestem zahartowwnym w boju praktykiem. Pocieszam się że już osiągnąłem status błogosławionego, jeszcze pięć lat i ma szansę zostać świętym, po dziesięciu aniołowie okrzykną mnie Santi wybito a za piętnaście otrzymam palmę męczeństwa!
    ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…