Przejdź do głównej zawartości

Bo najlepszym przyjacielem kobiety jest gej

- Musisz poznać M. Jest sympatyczny i jest… bi.
- Bi?
- No. Bi. Z naciskiem na homo.
- Spoko. W ogóle, skąd Ty bierzesz tych kolegów?

Tak się zaczęło. Poznałam M. i niemal natychmiastowo okazało się, że to jedna z tych osób, które mają wpływ na moje życie większy niż bym się spodziewała i w dużym stopniu odnalazłam w nich siebie. Jedna z niestety bardzo niewielu takich osób. To jest tak, że spotykamy setki ludzi i większość jest jak piosenki w RMF’ie, są codziennie gdzieś tam w tle, obok nas i nawet jeśli podśpiewujemy sobie nieświadomie pod nosem, to za moment całkowicie zapominamy o ich istnieniu. Czasami jednak trafi się utwór, który oderwie naszą uwagę, niezależnie od tego co właśnie robimy i jak bardzo jesteśmy zajęci. Zmusi nas, żeby wstać i podgłosić, bo jest jednym z naszych ulubionych, bo kojarzy się z czymś miłym i wprawia w dobry nastrój. Tak samo jest z ludźmi.




I wracając do tytułu - najlepszym przyjacielem kobiety jest gej. Przetestowałam na własnej skórze. Kto spośród moich znajomych jest skłonny odebrać wszystkie telefony, nawet te po północy? Z kim mogę porozmawiać o wszystkim, godzinami o rzeczach ważnych i o najmniej istotnych pierdołach i zawsze jest temat, a tabu nie istnieje? Z kim mogę tak porządnie pogadać o seksie i o facetach, jeśli nie z przedstawicielem tej właśnie płci, który na dodatek też woli facetów? Mało tego, z kim mogę upić się sam na sam bez obawy, że nagle coś mu się przestawi i zacznie się do mnie lepić? Kto jest na tyle szczery, że kiedy mówi, że wyglądam dziś marnie, to znaczy nie mniej, nie więcej tylko, że wyglądam marnie a nie, że wyglądam świetnie, tylko z zazdrości powiem na odwrót, żeby Ci zepsuć nastrój - jak robi wiele kobiet. Kto spontanicznie przejedzie ze mną 30 kilometrów tylko po to, żeby zapalić papierosa (w liczbie bardzo mnogiej) w jakimś klimatycznym miejscu z dala od ludzi i rozmawiać o życiu, marzeniach, planach, pasjach, istocie egzystencji i śmiesznym akcencie Makłowicza w programach kulinarnych, a potem na przystanku naprzeciwko jego domu, pod oknem sąsiada homofoba słodzić sobie nawzajem jacy to jesteśmy zajebiści? Z kim mogę w jakimś energetycznym amoku śpiewać “Bialyje rozy” w środku nocy, narażając się na jakieś dziwne sygnały, które mój facet, wściekły, wysyła do mnie oczami, sugerując, że przesadzamy? Wiem wtedy, że już mam kłopoty, ale chwilo trwaj, żyje się raz, a show must go on! Mój przyjaciel gej jest odpowiedzią na wszystkie powyższe pytania.

Jestem hipokrytką, lubię narzekać na ten kraj, uwielbiam, na ludzi, na mentalność, na zacofanie, na zabobony, na debilizm, na politykę, na rolę kościoła, na system edukacji, na pogodę, na wszystko. A jednocześnie nie mam zamiaru się stąd ruszać, bo jednak lubię te zmieniające się pory roku, te krajobrazy, te polskie truskawki i ogórki kiszone, i nawet tych ludzi, którzy stoją obok mnie w kolejce w Biedronce i którzy pomimo, że obcy, wydają mi się tak bardzo znajomi, bo... też są Polakami.

M. jednak wybrał inaczej i pożegnaliśmy się jakiś czas temu. Wyjeżdża. Na stałe. Nie wiem na ile facebook i telefon załatwi sprawę, ale boję się, że te drogi właśnie się rozchodzą. Wiem, że będę cieszyć się na każde święta, kiedy będzie okazja zobaczyć się na żywo i znów popłynąć w niekończące się rozmowy. Póki co,  zostanie mi niestety towarzystwo przelotnych znajomych i zdawkowe rozmowy o pogodzie. Kolejni ludzie, kolejne piosenki w RMF’ie i ciągły brak motywacji, żeby wstać z krzesła i podgłosić.

Smutno.

Komentarze

  1. Skoro to fajnie z gejmi to czemu kobiety polują na mężczyzn (zresztą wybierając tych delikatnie mówiąc dupowtych- ale konsekwencją to ostatnie rzecz której bym od kobiet oczekiwał)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, bo pewnie mają do takich słabość, a przyjaciela geja mieć fajnie, bo można z nim obgadać innych facetów właśnie :) Skonfrontować doświadczenia czy cuś :D

      Usuń
    2. na logikę to wolał bym transwestytę (jak bym był kobietą)- bo przynajmniej pogadał bym o ciuchach ;-)))

      Usuń
    3. Błąd, koleżanek na pęczki, a taki przyjaciel rzadko się zdarza. Poza tym ja mało gadam o ciuchach, jak już to... o butach :)))

      Usuń
  2. To pewnie dlatego że nie jestem kobietą... ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…