Przejdź do głównej zawartości

Apel do ludzi

Napisałam sobie w zeszyciku apel do ludzi, niebieskim długopisem, drukowanymi, koślawymi literami. A treść była następująca: "..... się ode mnie!" W miejscu kropek widniało przekleństwo. Każdą literkę z zapałem poprawiałam starannie kilka razy, aby trochę pogrubić czcionkę. Oddałam się temu zajęciu całą sobą, skupiając się tylko na tym, po czym z dumą przypatrywałam się powstałemu dziełu. Mogłabym zrobić zdjęcie i wrzucić na wszystkie portale społecznościowe, na których jestem. Mogłabym dorzucić też zdjęcie środkowego palca i zrobić z nich kolaż. Kuszące.  Ewentualnie mogłabym wyrwać tą kartkę z zeszytu, schować w kieszeni, po czym wyciągać i wyraźnie odczytywać w każdym odpowiednim ku temu momencie. Mogłabym też nakleić ją sobie na... gdziekolwiek, byle z przodu i tak maszerować po ulicach. Wiem, że to głupie, szczeniackie i bezsensowne, ale jak inaczej wyrazić irytację, na wszelkie dobre rady czy opinie na jakikolwiek temat, wchodzące w moją mentalną przestrzeń osobistą, których po pierwsze nie potrzebuję, a po drugie wcale nie są dobrymi radami, bo nikt... nie jest mną. Już tłumaczę frustrację. Natchnęła mnie rzeka, a było to tak... 


Siedziałam sobie w pięknym miejscu blablabla, do rzeczy. Patrzę (zmiana czasu na teraźniejszy, wiem, specjalnie), no więc - patrzę na rwącą rzekę. Płynie sobie elegancko wokół kamyczków i wydawać by się mogła cudowna, wspaniała, magiczna i tak dalej, ale tak naprawdę to zwykła rzeka i tyle. ALE! Ale... Zdejmuję okulary, ot tak, po prostu je zdejmuję i co? I patrzę na tą samą rzekę z moją sporą wadą wzroku i widzę strumień przepięknych, mieniących się niczym kryształki lub bożonarodzeniowe światełka choinkowe, blików. Cudny bokeh. Widok bajeczny, cukierkowy, niezwykły. Zakładam okulary z powrotem i cała magia znika. Jest po prostu rzeka – woda i kamienie. Zdejmuję je i znowu jest bajka. I tak w kółko. Chciałabym móc pokazać to piękno innym. Chciałabym, żeby zobaczyli jak ja to widzę, ale... nie mogę. Nie da się, nie można, nie przeskoczę tego, ściana, nie ma dyskusji, tak po prostu. Powtórzę jeszcze raz, bo to ważne - nie da się. Nikt nie widzi moimi oczami.

Tak samo jest z podejściem do życia, postrzeganiem świata i reakcją na różne sytuację. Tak samo jest z wszystkim. Nie można wejść do czyjejś głowy, zobaczyć jak to jest być kimś obok i jak każda najmniejsza sprawa wygląda z czyjejś perspektywy. Dlatego tak cholernie irytuję się jak słyszę jakiekolwiek mądrości, porady, zalecenia, opinie.

Nie wiesz jak jest w mojej głowie, więc nie masz prawa mnie oceniać. Amen.





Komentarze

  1. I tak i nie.
    Owszem wpier... się w czyjeś życie jest paskudnym (aczkolwiek powszechnie praktykowanym) zwyczajem.
    Z drugiej strony umysły człowiekowatych są na tyle podobne że z grubsza kumamy co druga osoba czuje. To się zresztą empatia nazywa.
    Ja wiem że fajnie jest mniemać o sobie że jest się wyjątkowo wyjątkową jednostką i nikt nie czuję tego co my, tak jak my. Ale to niestety spore złudzenie.
    No popatrz piszesz "bokeh" a ja widzę to samo, tak sam, bo też "krótkimwicem" jestem ;) Nie muszę patrzeć twoimi oczami. Ba jeśli stwierdzę "nie wal się młotkiem po palcach, bo będzie bolało" to nie jest to jedna z rad którymi brukuje się piekło, ale prosta myśl, oparta o życiowe doświadczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh nie myślę o tak prostych rzeczach, jak "nie wal się młotkiem po palcach", zdecydowanie chodzi mi o wpier... się w czyjeś życie, ludzie to uwielbiają, obserwuję nagminnie. :)

      Usuń
    2. Wpier... Się zazwyczaj:
      Rodzice (dziadkowie, teściowie, citki... wuje rzadziej) - tym to się dziwić nie można, raz że w trosce o swoją linię genetyczną, a dwa że z miłości... Czy możesz gniewać się na miłość?

      Szefowie - troszczą się mi wynik finansowy, losy projektu, bilans... No sama rozumiesz, troska przez nich przemawia, albowiem od twojej kondycji zależy dobro całego przedsięwzięcia - czy troska nie jest czymś dobrym?

      Przywódcy (nauczyciele, trenerzy, księża, politycy) - no chyba dla każdego jest jasne że ci ludzie z definicji wiedzą lepiej, są od innych mądrzejsi a przynajmniej lepiej przygotowani - no wybacz ale jest niewdzięcznością i arogancję uznawać ich rady za wpierd... się.

      Koledzy i koleżanki - wiedzą mało, kumają jeszcze mniej, ale to fajni i sympatycznie w sumie ludzie, no przecież z niefajnymi antypatycznymi indywiduami byś się nie zadawała... Więc skoro oni są fajni i sympatyczni to i ich działanie jest fajne i sympatyczne - jak można się zrzymać na coś co jest fajne i sympatyczne?!!

      Sąsiedzi ze szczególnym uwzględnieniem sąsiadek (zwanych z racji przesiadywania w oknach wymoszczonych poduchami - "poduszkowcami") - to strażnicy lokalnej społeczności; pilnują wartości,reguł, zwyczajów i przyzwoitości. Czy takim społecznikom nie należy się wdzięczność?!

      Doprawdy dziewczyno... Przemyśl jeszcze raz tezy swojego postu...
      ;D

      Usuń
    3. Księża, przywódcy... wiedzą lepiej, no plis, nie osłabiaj mnie :D ;p Sąsiadki, których bardziej interesuje cudze życie niż własne? Koleżanki, które np. mają zupełnie inną sytuację życiową? Babcie, które co prawda z miłości, ale jednak wychowane w zuuuupełnie innych czasach? Pozwól, że jednak zostanę przy swoich poglądach ;)

      Usuń
    4. A to akurat w całości szydera była...

      Usuń
  2. Żal mi ludzi, którzy interesują się czyimś życiem. Bez względu, czy to dociekliwość, dobre rady, miłość, czy zwykłą zawiść ... Żal mi ich, bo po prostu oni nie mają swojego życia, skoro muszą żyć bytem innych osób.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

W górach Sila

Po Fiumefreddo Bruzio - jednym z najpiękniejszych, starych, włoskich miasteczek, o którym mogliście przeczytać -> tutaj <-, czas na trochę kalabryjskiej przyrody. Sila to obszar górski na południu Włoch, w regionie Calabria. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i było to całkowite oderwanie od klimatu słonecznych wybrzeży i gorących plaż. Urzekły mnie przede wszystkim przepiękne jeziora - Lago Cecita oraz Lago Arvo, a także rezerwat “Giganci Sila” czyli ogromne, stare drzewa w Parku Narodowym Sila.


Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…