Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

"Plastusiowy pamiętnik", czyli trochę z innej bajki...

Eee, tytuł dziecięcy, post niekoniecznie stricte dla dzieci. Tak tylko zaznaczam. Internet to w ogóle nie jest miejsce dla dzieci. O!
Zanim przystąpię do dalszego terroryzowania Was kryminałami Nesbo (Karaluchy już się czytają), to chciałam sobie deczko odmienić i napisać coś dla posiadaczy dzieci. Hm... "posiadaczy dzieci" brzmi słabo. Dla rodziców po prostu. Sama rodzicem nie jestem, ale byłam dzieckiem. I pamiętam książkę mojego dzieciństwa. I malutkiego, pomarańczowego ludka z plasteliny, w zielonych majtasach, który skrywał się w czeluściach mojego piórniczka.


To były jednak zupełnie inne czasy. Wtedy Mikołaj przynosił takie właśnie prezenty, tudzież słodycze, czy jakieś gry zręcznościowe. Domek dla lalek - ooo! A dziś na pytanie "co kupić dziecku na mikołajki" świat, a konkretnie internet, bombarduje nas setkami modnych, drogich, zaawansowanych pomysłów na prezent. Taa, to było do przewidzenia, że będę sugerować zakup książek w kontekście zbliżających …

Jo Nesbo "Człowiek nietoperz"

"Ludzka natura jest jak wielki nieprzenikniony las, którego dogłębne poznanie nikomu nie jest dane. Nawet matka nie zna najgłębszych tajemnic własnego dziecka".

Popełniłam idiotyczny błąd. Zamiast zasiąść do twórczości Jo Nesbo, od jego pierwszej, debiutanckiej powieści, zaczęłam od Pierwszego śniegu. Urzeczona talentem autora, postanowiłam wgryzać się dalej, zaczynając od początku, tj. właśnie Człowieka nietoperza. Cóż... efekt był taki, że już na pięćdziesiątej stronie wiedziałam, kto ubił, bo jak się okazało Pierwszy śnieg elegancko nawiązywał do śledztwa Hole'a prowadzonego w tejże książce i przede wszystkim zawierał nazwisko mordercy. Brawo ja! Ten "drobny" szczegół, o dziwo, nie zepsuł mi odbioru całości. A całość jest znakomita. Wiem, że piszę tak przy praktycznie każdej książce, ale właśnie dlatego akurat te (!) pozycje pojawiają się tutaj. Przeczytałam w życiu również masę dennych, tudzież średnich książek, i nie mam zamiaru tracić czasu na recenzowan…

O nieczytaniu, wulgaryzmach i typach, z którymi bym się nie umówiła

Zastanawiam się nad nieczytaniem książek przez ludzi. Idiotyczne zdanie, wiadomo wszak, że przez ludzi. Niby tyle czytam, a nadal produkuję idiotyczne zdania. No trudno. I nie mogę się skupić na jednej myśli, bo od razu mam pięć pobocznych. Skupię się więc. Polacy nie czytają i takie są fakty. Większość (ponad 60 %) osób w tym kraju nie przeczytała ani jednej książki w ciągu ostatniego roku. A ja się martwię, że mi życia braknie na przeczytanie tych samych najlepszych, nawet jeśli pociągnę do dziewięćdziesiątki. Ten blog pcham w stronę literatury, bo zawsze po pochłonięciu kolejnej perełki, refleksje rozwalają mi dynię. I mam ogromną ochotę się tym podzielić. Przeogromną. I gdzieś tam głęboko w podświadomości, chciałabym też zachęcić innych do właśnie tej formy wypoczynku. I nie chcę tu przytaczać oczywistości, że czytanie pobudza wyobraźnię, poszerza horyzonty, wzbogaca słownictwo i gwarantuje rozwój, ale przytoczę. Bo rozwój z kolei, jest jednym z niezbędnych elementów do osiągnięc…

Connie Willis "Nie licząc psa", czyli nic nie dzieje się przez przypadek

Lubię czytać mocne, trudne powieści, które zostawiają mnie z zaciśniętymi zębami lub skołowaną głową. Owszem. Droga i Jedyne dziecko złapały mnie solidnie za serducho, pozostawiając poczucie totalnej bezradności i szacunku dla majstersztyku autora. Niewidzialne potwory oderwały moje myśli od rzeczywistości i wzbudziły setki pytań dotyczących postrzegania świata. I tak mogłabym wymieniać dalej, ale czasami każdy potrzebuje czegoś innego - miłego, spokojnego, kojącego. I taka właśnie jest książka Connie Willis Nie licząc psa. Cholernie żałuję, że po jej przeczytaniu, nie zrobiłam sobie ani pół notatki z jakąkolwiek refleksją. Pamiętam, że byłam nią mocno urzeczona. Pamiętam, że nie mogłam się oderwać. Że była po pierwsze wciągająca, po drugie przenosiła w inny świat. To było jednak prawie rok temu. Trudno odnieść się po takim czasie, a chciałabym bardzo, bo to kolejna świetna powieść. Na własnych błędach człowiek się uczy, więc teraz po każdej przeczytanej perełce, zanotuję sobie najwa…

Jo Nesbo "Pierwszy śnieg"

Zawsze miło kiedy człowiek przekonuje się, że nie odkrył jeszcze masy wspaniałych rzeczy... Otóż niesiona propagandą ostatnich tygodni a propo "Pierwszego śniegu", który ukazał się w kinach w październiku, odkryłam Jo Nesbo. Jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Ekranizacji nie widziałam, gdyż największym grzechem byłoby zrobić to przed przeczytaniem druku. Filmy bardzo rzadko dorównują powieściom, na podstawie których powstają, niestety. Ale przede wszystkim psują efekt "wow" towarzyszący czytaniu. I właśnie jestem świeżo po lekturze, i z ręką na sercu podpisuję się pod tymi wszystkimi głośnymi opiniami i pogrubionymi nagłówkami, jakoby Jo Nesbo był mistrzem kryminału. Jest. Skubany, jest mistrzem kryminału i aż trzęsę się do pochłonięcia kolejnych jego dzieł.

Listopad to idealny moment, żeby przeczytać akurat tą powieść. Jeszcze gdyby tak spadł śnieg... W lipcu nie smakowałoby tak samo. Otóż, w Oslo jest właśnie listopad i spadł pierwszy śnieg. Birte, mężatka i…

Za co kobiety kochają Bridget, czyli ukłon w stronę niedoskonałości

"Postanowienia noworoczne. NIE BĘDĘ (...) Lecieć na: alkoholików, pracoholików, związkofobów, żonatych lub mających dziewczyny, mizoginów, megalomanów, szowinistów, emocjonalnych popaprańców, pijawki i zboczeńców."
To jest książka dla kobiet. Zdecydowanie, tylko i wyłącznie dla kobiet. Chociaż nie! Dla facetów także. Jeśli na przykład nie mogą usnąć, czy coś. Wówczas jak znalazł. Kilka stron i fur, fur w objęcia Morfeusza. No wynudzą się panowie, niestety. Dziennik Bridget Jones Helen Fielding, i jego kolejne części, są pisane z mocno kobiecej perspektywy.


"15 MARCA, ŚRODA 57 kg, jedn. alkoholu 5 (wstyd: mocz szatana), papierosy 14 (ziele szatana - rzucę w urodziny), kalorie 1795"

Powieść pokazuje, że nie trzeba być super, hiper zorganizowaną kobieta sukcesu, z perfekcyjnie wysprzątanym domem, trójką uśmiechniętych dzieciaczków, nakarmionym, przystojnym mężem, i idealną figurą, żeby podbić serca milionów. Bridget jest skrajnie nieidealna. Ale stara się,…

"Tajemnice Poodle Springs", czyli świetna książka z idiotycznym tytułem

Pierwszy wniosek po przeczytaniu - typowe dla Chandlera, dowcipne, sarkastyczne dialogi. Cudne. Poza tym intrygująca zagadka kryminalna, pikantnie przyprawiona bigamią i szczyptą szantażu. Kolejny atut - jak zawsze cyniczny Marlowe, tym razem bonus w postaci żony. To zupełnie do niego niepodobne, tymczasem Linda wzbogaca odbiór, jest ponętna, kapryśna i z pewnością zakochana. Lista zalet powieści na tym się nie kończy, jednak powyższe stanowią esencję. Cóż mogę dodać a propos głównych bohaterów. Jest jeszcze Larry Victor i Les Valentine. I tu sprawy zaczynają się komplikować...


"- A więc rzecz wygląda tak - powiedziałem. - Lippy cię ściga, bo jesteś mu winien pieniądze. Policja cię ściga, bo jesteś podejrzany o zabójstwo Loli Faithful. Blackstone cię toleruje, ale jeśli się dowie o Angel, może wpompować ci trochę powietrza do mózgu. - Taa - rzekł Victor. Zaciskał dłonie i patrzył na swoje kciuki. - Ja się o siebie nie martwię, Marlowe. Ale musimy uchronić Angel. - Od razu wiedzi…

Historia pewnej kołdry

Historia oparta na kołdrze zaczęła się dawno, dawno temu... Ja, jako wówczas nawet nie narzeczona i mój luby, postanowiliśmy zamieszkać razem po dziewięciu miesiącach znajomości. Akurat po dziewięciu, bez skojarzeń, czysty przypadek. Od sierpnia, do maja jest dziewięć, nie chce być inaczej, a w maju pojechaliśmy na długi weekend, i tak nam zostało. I nie pamiętam ile zeszło, zanim w naszej alkowie pojawiła się druga kołdra, ale obecnie są one dwie, gdyż jesteśmy starzy, pomarszczeni, mamy siedmioro wnuków i już się nie bzykamy. Taki żarcik. Otóż, nie wiem dlaczego tak jest, ale świat jest tak skonstruowany, że kobietom jest zawsze zimniej, niż facetom. Mi zwłaszcza. Jest mi zimno i koniec, i moja kołdra jest dwa razy grubsza i cieplejsza, niż kołdra mojej drugiej połówki. Unikam tym samym skarpet i barchanów. I tu zaczynają się schody... Bo starzy i pomarszczeni jeszcze, uchowaj Boże, nie jesteśmy i często bywa tak, że zasypiamy pod kołdrą jedną. Jego. Tą zimną. Tym kawałkiem materia…

"Niewidzialne potwory", czyli największa psychodela jaką do tej pory czytałam

"Pokaż mi uwagę. Błysk."

Zaczyna się sceną schodzącej ze schodów panny młodej, w spalonej sukni i strzelbą w ręce. Kobieta nazywa się  Evie Cottrell, choć to mało istotne. Początek leciutko trąca "Kill Billem". Brandy Aleksander leży gdzieś poniżej wspomnianych schodów, wykrwawiając się na śmierć. Jest jeszcze ona - ta trzecia, najważniejsza, główna bohaterka. Mamy więc zarys zakończenia. I pyk - przeskakujemy w czasie.

"Nikt nie jest jeszcze do końca nieżywy, ale powiedzmy sobie, że zegar tyka."

Ta książka to kadry. Chaotyczne kadry. Przewspaniałe ujęcie czasu i miejsca akcji. Stuprocentowy sposób na wyeliminowanie nudy. Ale do rzeczy, o czym konkretnie napisał Palahniuk. Supermodelka... Blee, nuda. Supermodelka, która w wypadku traci pół twarzy i przestaje być supermodelką, ba, przestaje być nawet człowiekiem, jeśli weźmiemy pod uwagę fizyczno-estetyczne normy człowieczeństwa. Łoo, myślę. Ale nie mam czasu myśleć, bo muszę nadążać. Tu nic nie jest ułożo…

Żelazko

Żelazko na mnie patrzy. Durny przedmiot, bez duszy i rozumu, ani pogadać, wymienić poglądów, ani nic. Tylko wziąć i prasować. Idiotyczne zajęcie. Czemu ludzie mogli wymyślić pralki, miksery, odkurzacze i inne takie, nawet zmywarki, a żelazko jakie było, takie jest. Nie można tych szmat jakoś wygładzić inaczej? Jakimś robotem wygładzającym, czy coś. Automatycznie. Buchnęło parą. Cwane, wyłapuje myśli. Nie, nie, nie, kochaneczku. Buchanie parą, to jeszcze nie dialog. Środkowy palec. Ha, no i co teraz? Jakaś reakcja, pomachasz kablem jak rasowy pudel? Czekam. 

Marlowe vs Poirot, czyli dwa oblicza kryminału

Marlowe i Poirot są idealnym przykładem, jak odmienne może być spojrzenie na, z pozoru, ten sam temat. Łączy ich branża i skuteczność. I nic poza tym. Poirot rozwiązuje zagadki siedząc i przeprowadzając skrupulatną analizę, Marlowe szwenda się po mieście, namacalnie odkrywając prawdę. Poirot jest zasadniczy, ułożony, kulturalny i zadumany. Marlow przechyla piersióweczkę prowadząc wóz i nie daje się wbić w jakiekolwiek ramy. Poirot myśli, Marlowe kombinuje. Źle. Doprecyzuję - Poirot kombinuje myśląc, Marlowe myśli kombinując. Poirot cieszy się społecznym uznaniem, Marlowe wyleciał z roboty w prokuraturze za pyskowanie. Mocne, charakterystyczne postaci. Mam swój typ.



Jack Ketchum "Jedyne dziecko", czyli psochopaci są tuż obok

Arthur Danse jest ciekawym człowiekiem. Tak pomyślałam najpierw. Myślę sobie - konkretny, zdecydowany, ciut brutalny, ale w jakiś sposób także fascynujący. Dopiero potem wyszedł z niego prawdziwy sukinsyn.


Cormac McCarthy "Droga", czyli książka od której dymi czacha

Po czym poznać dobrą książkę? Po tym, że kiedy skończysz czytać, masz problem z powrotem do rzeczywistości. Dymi Ci czacha. Tak, to dla mnie główny wyznacznik zacności. "Droga" McCarthiego jest właśnie takim tworem. Dawno nie pisałam nic o tym, co aktualnie czytam, ale ta lektura zainspirowała mnie wystarczająco i wręcz zmusiła do wyrzucenia przemyśleń z głowy. Po przeczytaniu wyłam dwadzieścia minut. Łzy leciały ciurkiem, a nie mam w zwyczaju płakać z byle powodu. W tym wypadku, było to silniejsze ode mnie. Spluwam siarczyście na wszystkie romansidła, które niby "wzruszają". Dupa! Warte pogardy, w porównaniu do tego arcydzieła. Kiedyś nawet pisałam tutaj o jakiejś książce, która mnie niby wzruszyła, taa... Moje poglądy zdecydowanie ewoluowały. "Droga" - majstersztyk. On i syn, i nic poza tym, dosłownie. Postapokaliptyczna Ameryka. Jedyne co można spotkać to chłód i ciemność, czasem jakiś człowiek, który za jedyny cel ma przetrwanie. I tu pojawia się pro…

Sebik i Karyna, chatka w górach i śmietnik, czyli refleksja wakacyjna

Również pisane jakiś czas temu...

***

Polacy na urlopie dzielą się na domatorów, typ "all inclusive" oraz tych z rodzaju "hej przygodo". Domatorzy, czyli ci, którzy w podróż to niekoniecznie, w dużej mierze składają się z ekipy remontowej. I w zasadzie podziwiam ludzi, którym chce się odświeżyć swoje gniazdko w czasie wolnym, gdyż ja osobiście remontów wszelakich unikam jak ognia. Zdecydowanie nie jestem typem kobity, która wisi na chłopie, bo ma wizję przemalowania ściany na dojrzałą brzoskwinkę. Nienawiść do remontów nadrabiam przemeblowaniami, regularnie, co około trzy miesiące, wszystkie meble wędrują po mieszkaniu, a że mój facet też lubi, to korzystam. Typ "all inclusive", czyli Chorwacja, Bułgaria, te sprawy, żarcie do oporu, i pomimo że zagranica, to Polacy na każdym rogu. Spoko, opcja zapewne najwygodniejsza, aczkolwiek zbyt komercyjna jak dla mnie. Zawsze uciekam w tą trzecią możliwość i tym samym w miejsca, gdzie budek z piwem i turystów jest ja…

Matka Polka, maż idealny i bania stulecia, czyli przemyślenia mężatki

Napisane dawno, dawno temu... czyli jakoś w sierpniu, za górami, za lasami... czyli wylegując się na urlopie. 
***

To uczucie kiedy jesteś trzeci dzień na urlopie, a zdążyłaś odebrać czternaście telefonów z pracy i kusi cię ikonka trybu samolotowego bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się mimochodem co by było, gdybyś zaszła w ciążę i zamieniła etat na roczne wakacje. Co najmniej roczne... Temat budzi wiele wątpliwości. Pytasz więc swojego świeżo upieczonego męża czy aby nadajesz się na Matkę Polkę, bo Matki Polki z takim podejściem do życia i ludzi, to świat nie widział. Mąż twój, idealny notabene, odpowiada, że świetnie nadajesz się na matkę, baa, nawet na Matkę Polkę, aczkolwiek taką swoją, własną wersję - Matki Polki Hejterki. Rzucasz więc palenie. Mąż idealny solidaryzuje się i też rzuca. Rzucacie dzielnie oboje. Efekt jest taki, że po kilku godzinach bez własnych papierosów robicie maślane oczy do obcych ludzi, próbując na siłę wysępić fajeczkę od każdego potencjalnego pala…

Mięsny obserwator

Dwie rodziny stoją przede mną w kolejce na mięsnym. Myślę - luz, ekspedientki trzy, osób w kolejce sześć, dzielone na trzy osoby przypadające na stado, czyli dwóch unikalnych użytkowników eee… kolejki, plus ja. Podsumowując - jedna baba za ladą moja! Prosta matematyka. Dupa. Otóż jedna kobita pochylona nad otwarta kasą, ze zmarszczkami wysiłku umysłowego i potem na czole, liczy klepaki. Druga natomiast szoruje krajalnicę. Czyli czekam. To jest właśnie idealny przykład złego wykorzystania kapitału ludzkiego. Tłum ekspedientek ledwo się mieści za ladą, ledwo im miejsca wystarcza, obijają się tyłkami o siebie, a robota stoi - człowiek sterczy i czeka jak debil. Nieważne. Patrzę na rodzinki kątem oka. Jedna trzyosobowa - ona, on i dziecię maluteńkie. Ona jak beczka, facet wkurwiony, a dziecko się drze. Ale tak się drze, że ludzie spod lodówki z mrożonkami patrzą. Mi  tymczasem jest szkoda dziewczyny. Powiedziałam potem mojemu narzeczonemu, że jeśli kiedyś będę w ciąży i nie będę mogła si…

Opowieść o księżniczce i worku

Pusty pliczku - pamiętniczku, rzekłabym. Ta... świat jest pełen inspiracji, a wyobraźnia powinna być głównym motorem napędowym w jakże przyjemnym procesie tworzenia, a konkretnie - pisania, czegokolwiek. Cóż, u mnie to nie do końca tak działa. Całe życie wszystko na odwrót. Natchnienie me płynie bowiem z każdego najbardziej błahego i przyziemnego dupsa codzienności (dups* w wolnym tłumaczeniu - sytuacja, zdarzenie, rozmowa, przedmiot, osoba, czyli zbiór liczb rzeczywistych otaczającego świata). Voila. Taki worek na przykład. Niezwykła historia worka dojrzała, by za dotknięciem czarodziejskiej klawiatury, zamienić się w opowieść. Otóż - dawno, dawno temu…


O truskawkach, notatniku i kocie miesiączkowym

Palec wiszący nad klawiaturą dłużej niż sto dwadzieścia sekund plus pusty plik tekstowy, to zdecydowanie zły znak. Życie na wysypisku śmieci własnych, nic nie znaczących myśli i nic nie wnoszących słów. Błahostki dnia codziennego. Żadnej głębszej reflekcji. Żadnych przełomowych czynów. Mdło i przezroczyście. Mała rzecz - znaleziony, pożółknięty notatnik, format A4, ilość kartek - osiemdziesiąt (zostało na oko czterdzieści), wyblakła kratka, zapisanych słów - zero, cena detaliczna - 620 zł, czyli stary. Zasuszony komar w środku. Pomijając owada, przedmiot szalenie inspirujący. Chodzę z nim od rana. Został moim przyjacielem na dzisiejszy dzień.

Jako niezorganizowana kobieta, każdego roku, opóźniona, budzę się z letargu, gdy sezon truskawkowy chyli się ku schyłkowi i muszę zadowolić się resztkami z nadzieją, że kolejnego roku nie przeoczę dziesiątek straganów z koszykami pełnymi czerwonych witaminek i w końcu porządnie skorzystam. Czary mary! Jako zorganizowana kobieta, w tym roku, wyc…

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

O perfekcyjnym życiu, idiotach i forach internetowych

Nie powinno się dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Nie lubię porównywać niczego, poza objętością ud i innymi sprawami, na które mamy czynny wpływ, a są niezależne od naszych poglądów, pochodzenia itepe. Powtórzę więc - nie lubię porównywać, dzielić ludzi, grupować, ale kurde, spora część tego globu to idioci. No idioci. Nie sposób inaczej tego określić. Internet jest pełen idiotów. Pierwsza myśl z  brzegu, z tego tygodnia - forum ortodontyczne, pytanie - czy mogę sobie kupić aparat osobno, a orto mi go tylko założy? Fanfary! Osobno, w sensie… używany? Najpiękniejszy komentarz pod spodem (nie mój, ale kogoś równie poirytowanego) brzmiał - plomby sobie kup, a dentysta ci je tylko założy. Hehehe. Idźmy dalej. Wchodzę na forum popularnego kobiecego portalu, w celu zbadania rynku, w celu napisania tego tekstu, w celu wyrzucenia myśli z głowy, w celu zapobiegnięcia jej eksplozji. Wchodzę, chcę dostrzec tekst, ale bombardują mnie reklamy, sukienki, spodenki, spódniczki, wiosna-lato, kurt…

Walentynka

Facebook to zło naszych czasów. Naprawdę rzadko przeglądam te pierdolety i gdyby nie mały plusik w postaci messengera, już dawno pozbyłabym się tego ustroństwa. Instagram to ciut mniejsze zło. Na snapchata mam, jak sądzę, zbyt wczesny pesel, więc problem z głowy. Pominę rozważania na temat tego, czy Walentynki to święto komercyjne i przereklamowane, czy miły akcent w temacie miłości, bo nie w tym rzecz. Niewygodna myśl ciśnie mi się natomiast w kontekście upubliczniania wszelkich detali z tym "świętem" związanych. Po pierwsze primo - żarcie. I teraz tak, zakochany on, zakochana ona, dzień zakochanych, czyli ich! Zjedzmy coś zatem. I już widzę oczami wyobraźni tę parę siedzącą naprzeciw siebie w przystrojonej kolorami miłości, kameralnej knajpce, z delikatną, melodyczną balladą w tle, iskrą w oku, motylem w brzuchu, a w skrajnym przypadku, etui z pierścionkiem uwierającym w tylnej kieszeni Romea. Świat w tęczowych kolorach. Zapach snujący się za lawirującym pomiędzy stolikam…

A wiesz... Pstryk

A wiesz, kiedyś rzucę
to wszystko, pstryk
Zachłysnę się śmiechem
energicznym, diabolicznym
szyderczo - spokojnym
panicznie - histerycznym
Pstryk...

Bajeczna, nic nie warta, poetyczna proza. I maść.

Maścią się nasmaruję. Cała, calutka, wewnątrz, na zewnątrz i meble pociągnę. A co, maść dobra na wszystko. I bajkę obejrzę, stworzę, odtworzę. Profilaktyka, prewencja, ignorancja, gaszenie pożarów, eksplozja. Tykam. Tik tak. Kulfon i Monika. Gąska Balbinka. Każda chce być brzydkim kaczątkiem. Tylko tym, w drugiej części bajki. Bądź! Kopciuszek ewoluował, w Królową Śniegu. Maja miała Gucia. Fajny był, guciowaty. Calineczka miała liście. Wszystko legalnie. Różne wiadomości. Karambol. Karaaamba.

Sinusoida

Zaschła mi krew na palcu
Zupełnie przypadkowe odkrycie
Zakrwawiony cały, cholera skąd?
Nie pamiętam, żebym się zraniła...
Może samo pękło?
A może to nie krew?


Polizałam, to jednak krew
Minestrone z moich krwinek
Wszystko ze mnie wypływa co chwilę
Jak z bohaterów - krew, pot i łzy
Z tą różnicą, że u mnie jakoś tak
Bez wyższego celu

Cztery żywioły, czyli spontaniczny koniec świata

Stoję w moim pokoju w rodzinnym domu, na drugim piętrze, mam może piętnaście lat. Przyglądam się burzy szalejącej w południowo-zachodniej część nieba. Stoję na  wprost drzwi balkonowych jak zabetonowana, nie mogę niczym ruszyć, ani ręką, ani nogą, ani głową, niczym. A tam na horyzoncie zamiast ciemnej, ciężkiej od wody chmury, oświetlanej pajęczyną błyskawic, zauważam ścianę ognia, zbliżającą się wprost na mnie, pochłaniając i paląc wszystko na swojej drodze. O Chryste... W myślach desperacko szukam drogi ucieczki. Mogłabym zbiec po schodach i schować się w piwnicy. Zrobiłabym to, gdybym tylko... mogła się ruszyć. Skąd ten ogień?! Cholera! Skąd ta piekielna, płonąca ściana?!
Może to koniec świata?
O Boże. Chcę tylko móc się poruszyć...
Wszędzie czuję to ciepło, jest coraz bliżej. Zostało już tylko kilkadziesiąt sekund. Łup, łup. Moje serce zaczyna bić szybciej i mocniej. Ten ogień spali mi skórę, włosy, paznokcie, płuca, oczy - wszystko! Tak właśnie umrę? Zaciągając się ognistym powi…

Ona

Komercyjny chłam uderzający strzępkami w odkryte tereny mojej podświadomości
Przekaz podprogowy czyniący mnie konsumentem
Codzienne czynności umilone odmóżdżającym tłem gadającego przedmiotu
A niby tak uciekam od nadmiaru chaosu...
Hipokrytka

I jeden znajomy ton głosu, rockowe dźwięki, czarno-białe kadry
Ona... odwieczna inspiracja
Zadziorna jak kiedyś
Nigdy nie byłam chłopczycą, ale gdzieś się zahaczamy
Wspólny mianownik tańczy w jej słowach i w moich myślach
Bunt życia, męskie spojrzenie w kobiecych oczach, krzyk duszy


Po co te podwójne ronda, czyli luźna refleksja na temat kobiecej logiki

Wsiadamy do samochodu. Za kierownicą ja. Mam do przejechania 3 km. Żal mi, że nie 300. Mogłabym tak wsiąść i jechać, i jechać, i jechać... W siną dal. Od zawsze czułam gdzieś tam głęboko w podświadomości, że będę to lubić. Nie przypuszczałam jednak, że aż tak bardzo. Nie sądziłam, że będzie to tak ogromna miłość... 

Pętla

Napisane pewnego jesiennego, niedzielnego popołudnia...

Widziałam dziś dźwięki i słyszałam kolory. Odgłosy drżały, zaginały przestrzeń, pojawiały się i znikały, opadały z impetem, takim samym z jakim opadają liście. Żadnym. Balansowałam pomiędzy euforią a rozpaczą. Zobaczyłam kwiaty w kolorze pastelowego różu i koszyczek na ławce obok, także różowy. Co jest z tym różem dzisiaj? Miałam różową bluzkę i różowe buty w reklamówce. Tak, w reklamówce. Nieważne, zbędne wyjaśnienia. I ciepła barwa jesieni, wszędzie. Ta jesień jest jeszcze młoda. Czy jesień może być młoda? Ona z automatu kojarzy się ze starością. Poczułam się dziś bardzo staro i bardzo młodo zarazem. Czy wiek jest ważny? Czy cokolwiek jest ważne? Odległość? Czas? Przestrzeń? Co jest z tymi kolorami? Czemu świeci słońce zawsze kiedy spadam na samo dno, kiedy rozbijam się z impetem liści. Żadnym. Czy to słońce chce mnie pocieszyć tym, że... jest? Czy dobić tym kontrastem pomiędzy moim nastrojem a radosnym żarem bijącym z nieba? …

Kim jesteś?

Kim jestem, nie wiem wciąż Kim jesteś ty - powiedz mi Milczenie jest złotem Bzdura... Słowa nadają sens


Puka ktoś i puka
Strach łomocze w drzwi
Nie otworzy mu człowiek
Nie wstanie z krzesła
Uda, że nie słyszy

Horoskop na dziś

Znane są mi różne formy tracenia czasu na bezwartościowe czynności, doprawdy przeróżne, jednak czytanie horoskopów zawsze będzie na czele. Oddaję się temu zajęciu doprawdy rzadko, w odstępach kilkumiesięcznych, ale coś mnie dzisiaj tknęło i cholera, prawie godzina nie moja… Na każdym „magicznym” portalu napisane jest coś zupełnie innego. Komu mam wierzyć? Kariera wystrzeli w kosmos, uważaj na wydatki, miłość kwitnie – korzystaj, uważaj na konflikty, uważaj na zdrowie, uważaj na szefa, uważaj na przelotne flirty, flirtuj ile wlezie, to czas dla singli, nie jesteś singlem – księżyc ustawił się tak jak jeszcze nigdy,  idealny czas na potomstwo, dbaj o zdrowie po raz drugi, stoisz na progu weekendu – szalej, ostrożności w finansach nigdy za wiele, dbaj o przyjaciół, uważaj na nielojalnych przyjaciół, wypocznij, pracuj – jesteś teraz najbardziej efektywna. Stooop! Zwariuję. Nigdzie nie napisali, że zwariuję - dziwne. Planety wirują wokół mojej aury, aż mnie mdli.  Czuję ruch wirowy prawie…

Bo dobra organizacja to podstawa!

Jako kilkuletnia dziewczynka byłam mistrzynią organizacji wszelakiej - życia, czasu i przestrzeni. Moje kredki i mazaczki zawsze były posegregowane kolorystycznie, misie ułożone od najmniejszego do największego, a bluzeczki złożone w równą kosteczkę. Pantofelki leżały równiutko przy łóżeczku, ubranka na kolejny dzień zawsze były przygotowane wcześniej, a w plecaczku panował ład i porządek. Idealny przepływ energii. Równowaga wewnętrzna i zewnętrzna. Budziczek nastawiony odpowiednio wcześniej, żeby przypadkiem nie musieć się spieszyć. Nie zasnęłabym, gdybym w końcu nie rozwiązała tego zadania z matematyki, z którym męczyłam się półtorej godziny, aż w końcu wyszło. Żadnych niedokończonych spraw. O mój Boże, co się stało z tym dzieckiem? Czasy renesansu organizacyjnego dawno odeszły w niepamięć... Podejrzewam, że bezpowrotnie. 


Apel do ludzi

Napisałam sobie w zeszyciku apel do ludzi, niebieskim długopisem, drukowanymi, koślawymi literami. A treść była następująca: "..... się ode mnie!" W miejscu kropek widniało przekleństwo. Każdą literkę z zapałem poprawiałam starannie kilka razy, aby trochę pogrubić czcionkę. Oddałam się temu zajęciu całą sobą, skupiając się tylko na tym, po czym z dumą przypatrywałam się powstałemu dziełu. Mogłabym zrobić zdjęcie i wrzucić na wszystkie portale społecznościowe, na których jestem. Mogłabym dorzucić też zdjęcie środkowego palca i zrobić z nich kolaż. Kuszące.  Ewentualnie mogłabym wyrwać tą kartkę z zeszytu, schować w kieszeni, po czym wyciągać i wyraźnie odczytywać w każdym odpowiednim ku temu momencie. Mogłabym też nakleić ją sobie na... gdziekolwiek, byle z przodu i tak maszerować po ulicach. Wiem, że to głupie, szczeniackie i bezsensowne, ale jak inaczej wyrazić irytację, na wszelkie dobre rady czy opinie na jakikolwiek temat, wchodzące w moją mentalną przestrzeń osobistą, …

Mokre ulice nocą

Mokre ulice najpiękniejsze są nocą, kiedy blask latarni odbija się w kałużach, a każdy okryty wilgocią element przestrzeni, wydaje się zwracać na siebie uwagę. Świat chwilowo tkwi w zawieszeniu pomiędzy przeszłością, a przyszłością. Taki dziwny stan. Trudno nie zauważyć, że padał deszcz, baa, być może przeszła solidna ulewa, możliwe, że burza, a być może była to tylko delikatna mżawka. Każdy dźwięk jest wyraźniejszy. Słychać odgłos butów - stukających, mlaskających, głucho dudniących i odbijających się echem od mokrych chodników. Połyskujące liście niczym przyćmione żaróweczki rozświetlają każdą gałąź, tworząc osobliwy pejzaż. Jest miło, nastrojowo, romantycznie. Człowiek ma ochotę wrócić do ciepłego domu, wsunąć zmarznięte ciało pod miękki koc, ścisnąć w dłoniach kubek gorącej herbaty i przyglądać się kroplom spływającym po szybie. Działanie paradoksalne - chłód wywołujący reakcję ciepłych skojarzeń i dziwnie przyjemny stan niepewności, bo któż wie, co przyniesie jutro...

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w …

Omnomnomnom

Kuchnia niewątpliwie stwarza dla mnie zagrożenie, a ja plus kuchnia stwarzamy zagrożenie dla otoczenia. A wszystko zaczęło się przed pewną Wielkanocą...


Gdybym była facetem...

Myślę sobie czasem jakby to wspaniale było, gdybym była facetem. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi na myśl, to szafa pełna takich ciężkich, ważących tonę, męskich butów, z wielkimi sznurówkami i jeszcze większym jęzorem. I już błąd. Już myślę jak baba. Ehh... O czym myślą faceci? O samochodach? O seksie? O zarabianiu pieniędzy? Też o tym myślę, jak każdy, chyba. Może o czym nie myślą faceci? O przepisach na drożdżówkę, o modnych wzorach pościeli, o pielęgnacji roślinek? Też o tym nie myślę. Przynajmniej niezbyt często... Może mentalnie jestem facetem? Nie, chyba nie. Gdzieś tam z tyłu głowy tańczy mi myśl, do której ciężko się przyznać, że mężczyźni chyba po prostu nie są tak próżni jak my – kobiety. A z drugiej strony czy taka świadoma i kontrolowana próżność jest zła? Może jest słodka? Setki pytań, zero odpowiedzi.


Pierwsze płatki śniegu | one shot

Robert szybkim krokiem przemierzał kolejne metry ciemnej uliczki. Nie czuł chłodu, który otaczał wszystko wokół. Czuł jedynie żar palący od środka jego wnętrzności. Żal i żar. I wściekłość. Wiedział dokąd go prowadzą jego własne nogi, bezwiednie, bezmyślnie i zupełnie bez sensu. Nie pił od prawie czterech lat, jednak dziś nadszedł chyba ten dzień, kiedy historia zatacza pętlę. Wolałby stanąć na rozstaju dróg i podążyć nową, nieznaną, tajemniczą ścieżką, niż zawrócić z piskiem opon i w doprawdy nieprzyjemnym dejavu, wrócić do punktu wyjścia. Tymczasem bilans ostatniego tygodnia był zdecydowanie ujemny. Szef, który podziękował mu za współpracę i żona, która podziękowała za małżeństwo. Niedoceniony, zdradzony, wyprany z uczuć. O złych wynikach ojca nawet nie chciał wspominać, kolejny przerzut...

Elektronicznie

Elektroniczny dym z elektronicznego peta przysłania mi elektroniczny ekran elektronicznego laptopa, w połowie którego odbija się obraz akcji jakiegoś sensacyjno - komediowego, głośnego filmu w moim, tak, tak, elektronicznym telewizorze. W moim wielkim, elektronicznym telewizorze, który nadaje rytm życia tego pomieszczenia. I milionów pomieszczeń w milionach domów. Elektroniczny telefon, to dopiero jest złodziejska menda. Okrada mnie z czasu jak nikt inny. Załóżmy, że to małe prostokątne gówno jest winowajcą, nie ja sama, do tego się nie przyznam. Przyglądam się moim dłoniom, spierzchnięte jakieś, nijakie, krem został gdzieś w pracy. Przyglądam im się uważnie, chyba jeszcze nie są... elektroniczne?

Sejsmicznie

Drżą mi ręce
Trudne, głupie słowo
Myśli też wpadły w rezonans
Drżę już cała
Epicentrum jest gdzieś wewnątrz
Mnie

Pięć w skali Richtera
Rośnie w zastraszającym tempie
Odwrotnie proporcjonalnie do stabilności
Boję się, zapalę


Anarchistka

Nie chcę żadnej władzy, anarchistką zostałam
Próbowałam zrozumieć, serio się starałam
Z każdej strony ładują, poglądy narzucają
Zasłaniają się wiarą, mnie... nie przekonają

Bóg Ci dał to ciało, rozum i wolną wolę
Oni bawią się w Boga, chcą odwrócić rolę
Pan jest tylko jeden, może on bomby kładzie
Pod drzewem, za drzewem, w środku, na pokładzie



Bo najlepszym przyjacielem kobiety jest gej

- Musisz poznać M. Jest sympatyczny i jest… bi. - Bi? - No. Bi. Z naciskiem na homo. - Spoko. W ogóle, skąd Ty bierzesz tych kolegów?
Tak się zaczęło. Poznałam M. i niemal natychmiastowo okazało się, że to jedna z tych osób, które mają wpływ na moje życie większy niż bym się spodziewała i w dużym stopniu odnalazłam w nich siebie. Jedna z niestety bardzo niewielu takich osób. To jest tak, że spotykamy setki ludzi i większość jest jak piosenki w RMF’ie, są codziennie gdzieś tam w tle, obok nas i nawet jeśli podśpiewujemy sobie nieświadomie pod nosem, to za moment całkowicie zapominamy o ich istnieniu. Czasami jednak trafi się utwór, który oderwie naszą uwagę, niezależnie od tego co właśnie robimy i jak bardzo jesteśmy zajęci. Zmusi nas, żeby wstać i podgłosić, bo jest jednym z naszych ulubionych, bo kojarzy się z czymś miłym i wprawia w dobry nastrój. Tak samo jest z ludźmi.