Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pustostan # 2

Tęsknię. Tak, to chyba najbardziej odpowiednie słowo. Najbardziej za nieznanym, notorycznie natomiast za cyklicznym, przemijającym, ulotnym. Mały świat zamknięty w mojej głowie, gdzie fakty i iluzje bulgoczą na małym ogniu. Czasami coś wykipi, czasami zaleci lekki smród spalenizny. Problem ze smakiem zazwyczaj tkwi w braku przypraw. Lub w ich nadmiarze. W życiu jest podobnie. Tęsknię za zielonym liściem, ciepłym powietrzem i radosnym pędem. Za chwilą, kiedy zasypiając, już chcę, żeby było rano, bo mam cel, misję i osiem innych filozofii spożytkowania kolejnego dnia. Tymczasem przepisuję sprawy w kalendarzu z tygodnia na tydzień. Tych wykonanych odhaczam coraz mniej. Potrzebuję, żeby mnie opieprzyć, jednocześnie wiedząc, że odeprę każdy atak. Muszę opieprzyć się sama. Trudne. W czerwcu obfite korony drzew kurczą świat. Ciaśniejsze i piękniejsze ulice. 

Słowa mające coraz bardziej spiłowane pazury. Ekspresjonistka z natury, heretyczka z wyboru. Krucjata myśli, mój prywatny dżihad. Kawa…
Najnowsze posty

Pustostan

Plastyczna masa w nieporadnych dłoniach. Umiejętności manualne pozostawiające wiele do życzenia, wszystko leci z rąk. Ja-masa w czyichś niezdarnych, zawsze spoconych paluchach. Ta wilgoć jest symptomem. Autoanaliza, mająca na celu szeroko pojęte ulepszenie. Mnie. Nie. Ciągły niedosyt. Na głodzie czegoś, czego identyfikację zaburza coś dużego - codzienność, niczym popularny i przymusowy zamiennik. Sztywna definicja życia – coś, po coś, z czegoś i z kimś, chyba. Gdzie „chyba” jest tu kluczowe. Formuję dalej, garncarz i garnek zamknięci w jednej wypalonej skorupie. Plan był ambitny. Zrobiony „na szybko”, gdy dostrzegłam pierwsze pęknięcia. Gdy pęknięcia stawały się zauważalne. Gdy jednolita, krucha substancja przechodziła trzęsienie ziemi z epicentrum gdzieś bardzo głęboko wewnątrz. Gdy patrzyłam na swoje buty pośród kawałków rozbitego garnka, próbując zrobić krok i nie rozgnieść niczego, z siebie. A potem pozamiatałam wszystkie elementy, postanowiłam je stopić i uformować raz jeszcze. …

Jack Ketchum "Dziewczyna z sąsiedztwa", czyli trzysta stron przerażenia

Ludzie to największe potwory, jakie chodziły po tej planecie. Człowiek jako bohater horroru przebija na głowę wszelkie zombie, wampiry, wilkołaki, smoki, duchy, demony, obcych, czarownice, dementorów, zbuntowane roboty i inne wymyślone postaci. Bohater horroru, który napisało życie. Człowiek. Z krwi, kości, skóry, duszy i podobno... serca. "Podobno" jest tu kluczowe. 

     Zanim przejdę do recenzji muszę zaznaczyć - to nie jest książka dla każdego. Serio, nie przesadzam. Przeczytałam ją dwa dni temu z łomocącym serduchem, mokrymi rękami i buzującymi myślami. Do dziś nie doszłam do siebie, a książkę zapamiętam na zawsze. Tej powieści nie da się zapomnieć. Nie da się dodatkowo przez fakt, że opisuje historię prawdziwą. W 1965 r. w stanie Indianapolis, Gertrude Baniszewski dopuściła się okrutnej, odrażającej zbrodni na 16-letniej Sylvii Likens. W wir szaleństwa wciągnęła własne dzieci oraz dzieci sąsiadów.  Jack Ketchum - autor bezkompromisowy. Autor, który pisząc, nie p…

Hormon jest Twoim Bogiem

Napisane dawno temu. Odkopane na okoliczność chęci odkopania czegoś właśnie takiego. Zdjęcie również odkopane. Istne wykopki na przekór poświątecznej zmule. Przesłanie główne (ułatwiające odbiór) - nigdy nie próbuj zrozumieć kobiety. Poczekaj, aż najpierw sama siebie zrozumie.
*******
           Zespół napięcia przedmiesiączkowego - muszę to wytłumaczyć wszystkim. Paniom, które dziwnym trafem nie doświadczyły, Panom, którzy nie doświadczą, żelazku (klik), ludziom, światu. To jest niesamowite, nieodgadnione i przeokropne zjawisko. Nie potrafię tego zrozumieć, opanować, ogarnąć swoim małym móżdżkiem, ale te hormony naprawdę mają nieziemską moc. I mogę o tym nie myśleć - nie ma problemu. Mogę zapomnieć - łatwizna. Mogę olewać przez dwadzieścia osiem dni w miesiącu - z palcem, tam. Ale przychodzi taka chwila, kiedy patrzę na krzywo ułożoną poduszkę... Patrzę i czuję, jak słona ciecz spływa po mojej twarzy wprost do ust. Czemu ta cholerna poduszka jest taka dziwna?


         Po co są podus…

Jo Nesbø "Karaluchy"

Jestem Nesboholikiem i takie są fakty. Choć (!) powiem szczerze, Karaluchy w moim odbiorze nie przebiły Pierwszego śniegu, a tym bardziej Człowieka nietoperza. Zacznijmy od początku - pierwsze sto stron, jak na kryminał - nie najgorsze, ale jak na Nesbo - mdłe. Po wcześniejszych lekturach autor urósł w moich oczach do rangi mistrza, a od mistrzów wymaga się więcej, niż od przeciętnego śmiertelnika. Lećmy dalej, miejsce akcji - Tajlandia, ściślej - Bangkok. Klimaty azjatyckie to kompletnie nie moja bajka. Plusem było, że Harry Hole też nie czuł tej specyfiki i męczył się razem ze mną, psiocząc na kraj, w jakim przyszło mu pracować. Wchodząc na wyżyny obiektywności, przypuszczam, że atmosfera Bangkoku wielu może akurat przypaść do gustu, więc proszę się nie sugerować. Po prostu ja nie potrafiłam wbić się w tajski flow.


Kolejna sprawa, tematyka - ambitna, ale i trudna. Polityka, duże spółki, ogromne przedsięwzięcia, prawo spadkowe, notowania giełdowe, pedofil, znów polityka i spółka prz…

"Plastusiowy pamiętnik", czyli trochę z innej bajki...

Eee, tytuł dziecięcy, post niekoniecznie stricte dla dzieci. Tak tylko zaznaczam. Internet to w ogóle nie jest miejsce dla dzieci. O!
Zanim przystąpię do dalszego terroryzowania Was kryminałami Nesbo (Karaluchy już się czytają), to chciałam sobie deczko odmienić i napisać coś dla posiadaczy dzieci. Hm... "posiadaczy dzieci" brzmi słabo. Dla rodziców po prostu. Sama rodzicem nie jestem, ale byłam dzieckiem. I pamiętam książkę mojego dzieciństwa. I malutkiego, pomarańczowego ludka z plasteliny, w zielonych majtasach, który skrywał się w czeluściach mojego piórniczka.


To były jednak zupełnie inne czasy. Wtedy Mikołaj przynosił takie właśnie prezenty, tudzież słodycze, czy jakieś gry zręcznościowe. Domek dla lalek - ooo! A dziś na pytanie "co kupić dziecku na mikołajki" świat, a konkretnie internet, bombarduje nas setkami modnych, drogich, zaawansowanych pomysłów na prezent. Taa, to było do przewidzenia, że będę sugerować zakup książek w kontekście zbliżających …

Jo Nesbø "Człowiek nietoperz"

"Ludzka natura jest jak wielki nieprzenikniony las, którego dogłębne poznanie nikomu nie jest dane. Nawet matka nie zna najgłębszych tajemnic własnego dziecka".

Popełniłam idiotyczny błąd. Zamiast zasiąść do twórczości Jo Nesbo, od jego pierwszej, debiutanckiej powieści, zaczęłam od Pierwszego śniegu. Urzeczona talentem autora, postanowiłam wgryzać się dalej, zaczynając od początku, tj. właśnie Człowieka nietoperza. Cóż... efekt był taki, że już na pięćdziesiątej stronie wiedziałam, kto ubił, bo jak się okazało Pierwszy śnieg elegancko nawiązywał do śledztwa Hole'a prowadzonego w tejże książce i przede wszystkim zawierał nazwisko mordercy. Brawo ja! Ten "drobny" szczegół, o dziwo, nie zepsuł mi odbioru całości. A całość jest znakomita. Wiem, że piszę tak przy praktycznie każdej książce, ale właśnie dlatego akurat te (!) pozycje pojawiają się tutaj. Przeczytałam w życiu również masę dennych, tudzież średnich książek, i nie mam zamiaru tracić czasu na recenzowan…

O nieczytaniu, wulgaryzmach i typach, z którymi bym się nie umówiła

Zastanawiam się nad nieczytaniem książek przez ludzi. Idiotyczne zdanie, wiadomo wszak, że przez ludzi. Niby tyle czytam, a nadal produkuję idiotyczne zdania. No trudno. I nie mogę się skupić na jednej myśli, bo od razu mam pięć pobocznych. Skupię się więc. Polacy nie czytają i takie są fakty. Większość (ponad 60 %) osób w tym kraju nie przeczytała ani jednej książki w ciągu ostatniego roku. A ja się martwię, że mi życia braknie na przeczytanie tych samych najlepszych, nawet jeśli pociągnę do dziewięćdziesiątki. Ten blog pcham w stronę literatury, bo zawsze po pochłonięciu kolejnej perełki, refleksje rozwalają mi dynię. I mam ogromną ochotę się tym podzielić. Przeogromną. I gdzieś tam głęboko w podświadomości, chciałabym też zachęcić innych do właśnie tej formy wypoczynku. I nie chcę tu przytaczać oczywistości, że czytanie pobudza wyobraźnię, poszerza horyzonty, wzbogaca słownictwo i gwarantuje rozwój, ale przytoczę. Bo rozwój z kolei, jest jednym z niezbędnych elementów do osiągnięc…

Connie Willis "Nie licząc psa", czyli nic nie dzieje się przez przypadek

Lubię czytać mocne, trudne powieści, które zostawiają mnie z zaciśniętymi zębami lub skołowaną głową. Owszem. Droga i Jedyne dziecko złapały mnie solidnie za serducho, pozostawiając poczucie totalnej bezradności i szacunku dla majstersztyku autora. Niewidzialne potwory oderwały moje myśli od rzeczywistości i wzbudziły setki pytań dotyczących postrzegania świata. I tak mogłabym wymieniać dalej, ale czasami każdy potrzebuje czegoś innego - miłego, spokojnego, kojącego. I taka właśnie jest książka Connie Willis Nie licząc psa. Cholernie żałuję, że po jej przeczytaniu, nie zrobiłam sobie ani pół notatki z jakąkolwiek refleksją. Pamiętam, że byłam nią mocno urzeczona. Pamiętam, że nie mogłam się oderwać. Że była po pierwsze wciągająca, po drugie przenosiła w inny świat. To było jednak prawie rok temu. Trudno odnieść się po takim czasie, a chciałabym bardzo, bo to kolejna świetna powieść. Na własnych błędach człowiek się uczy, więc teraz po każdej przeczytanej perełce, zanotuję sobie najwa…

Jo Nesbø "Pierwszy śnieg"

Zawsze miło kiedy człowiek przekonuje się, że nie odkrył jeszcze masy wspaniałych rzeczy... Otóż niesiona propagandą ostatnich tygodni a propo "Pierwszego śniegu", który ukazał się w kinach w październiku, odkryłam Jo Nesbo. Jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Ekranizacji nie widziałam, gdyż największym grzechem byłoby zrobić to przed przeczytaniem druku. Filmy bardzo rzadko dorównują powieściom, na podstawie których powstają, niestety. Ale przede wszystkim psują efekt "wow" towarzyszący czytaniu. I właśnie jestem świeżo po lekturze, i z ręką na sercu podpisuję się pod tymi wszystkimi głośnymi opiniami i pogrubionymi nagłówkami, jakoby Jo Nesbo był mistrzem kryminału. Jest. Skubany, jest mistrzem kryminału i aż trzęsę się do pochłonięcia kolejnych jego dzieł.

Listopad to idealny moment, żeby przeczytać akurat tą powieść. Jeszcze gdyby tak spadł śnieg... W lipcu nie smakowałoby tak samo. Otóż, w Oslo jest właśnie listopad i spadł pierwszy śnieg. Birte, mężatka i…

Za co kobiety kochają Bridget, czyli ukłon w stronę niedoskonałości

"Postanowienia noworoczne. NIE BĘDĘ (...) Lecieć na: alkoholików, pracoholików, związkofobów, żonatych lub mających dziewczyny, mizoginów, megalomanów, szowinistów, emocjonalnych popaprańców, pijawki i zboczeńców."
To jest książka dla kobiet. Zdecydowanie, tylko i wyłącznie dla kobiet. Chociaż nie! Dla facetów także. Jeśli na przykład nie mogą usnąć, czy coś. Wówczas jak znalazł. Kilka stron i fur, fur w objęcia Morfeusza. No wynudzą się panowie, niestety. Dziennik Bridget Jones Helen Fielding, i jego kolejne części, są pisane z mocno kobiecej perspektywy.


"15 MARCA, ŚRODA 57 kg, jedn. alkoholu 5 (wstyd: mocz szatana), papierosy 14 (ziele szatana - rzucę w urodziny), kalorie 1795"

Powieść pokazuje, że nie trzeba być super, hiper zorganizowaną kobieta sukcesu, z perfekcyjnie wysprzątanym domem, trójką uśmiechniętych dzieciaczków, nakarmionym, przystojnym mężem, i idealną figurą, żeby podbić serca milionów. Bridget jest skrajnie nieidealna. Ale stara się,…

"Tajemnice Poodle Springs", czyli świetna książka z idiotycznym tytułem

Pierwszy wniosek po przeczytaniu - typowe dla Chandlera, dowcipne, sarkastyczne dialogi. Cudne. Poza tym intrygująca zagadka kryminalna, pikantnie przyprawiona bigamią i szczyptą szantażu. Kolejny atut - jak zawsze cyniczny Marlowe, tym razem bonus w postaci żony. To zupełnie do niego niepodobne, tymczasem Linda wzbogaca odbiór, jest ponętna, kapryśna i z pewnością zakochana. Lista zalet powieści na tym się nie kończy, jednak powyższe stanowią esencję. Cóż mogę dodać a propos głównych bohaterów. Jest jeszcze Larry Victor i Les Valentine. I tu sprawy zaczynają się komplikować...


"- A więc rzecz wygląda tak - powiedziałem. - Lippy cię ściga, bo jesteś mu winien pieniądze. Policja cię ściga, bo jesteś podejrzany o zabójstwo Loli Faithful. Blackstone cię toleruje, ale jeśli się dowie o Angel, może wpompować ci trochę powietrza do mózgu. - Taa - rzekł Victor. Zaciskał dłonie i patrzył na swoje kciuki. - Ja się o siebie nie martwię, Marlowe. Ale musimy uchronić Angel. - Od razu wiedzi…

Historia pewnej kołdry

Historia oparta na kołdrze zaczęła się dawno, dawno temu... Ja, jako wówczas nawet nie narzeczona i mój luby, postanowiliśmy zamieszkać razem po dziewięciu miesiącach znajomości. Akurat po dziewięciu, bez skojarzeń, czysty przypadek. Od sierpnia, do maja jest dziewięć, nie chce być inaczej, a w maju pojechaliśmy na długi weekend, i tak nam zostało. I nie pamiętam ile zeszło, zanim w naszej alkowie pojawiła się druga kołdra, ale obecnie są one dwie, gdyż jesteśmy starzy, pomarszczeni, mamy siedmioro wnuków i już się nie bzykamy. Taki żarcik. Otóż, nie wiem dlaczego tak jest, ale świat jest tak skonstruowany, że kobietom jest zawsze zimniej, niż facetom. Mi zwłaszcza. Jest mi zimno i koniec, i moja kołdra jest dwa razy grubsza i cieplejsza, niż kołdra mojej drugiej połówki. Unikam tym samym skarpet i barchanów. I tu zaczynają się schody... Bo starzy i pomarszczeni jeszcze, uchowaj Boże, nie jesteśmy i często bywa tak, że zasypiamy pod kołdrą jedną. Jego. Tą zimną. Tym kawałkiem materia…

"Niewidzialne potwory", czyli największa psychodela jaką do tej pory czytałam

"Pokaż mi uwagę. Błysk."

Zaczyna się sceną schodzącej ze schodów panny młodej, w spalonej sukni i strzelbą w ręce. Kobieta nazywa się  Evie Cottrell, choć to mało istotne. Początek leciutko trąca "Kill Billem". Brandy Aleksander leży gdzieś poniżej wspomnianych schodów, wykrwawiając się na śmierć. Jest jeszcze ona - ta trzecia, najważniejsza, główna bohaterka. Mamy więc zarys zakończenia. I pyk - przeskakujemy w czasie.

"Nikt nie jest jeszcze do końca nieżywy, ale powiedzmy sobie, że zegar tyka."

Ta książka to kadry. Chaotyczne kadry. Przewspaniałe ujęcie czasu i miejsca akcji. Stuprocentowy sposób na wyeliminowanie nudy. Ale do rzeczy, o czym konkretnie napisał Palahniuk. Supermodelka... Blee, nuda. Supermodelka, która w wypadku traci pół twarzy i przestaje być supermodelką, ba, przestaje być nawet człowiekiem, jeśli weźmiemy pod uwagę fizyczno-estetyczne normy człowieczeństwa. Łoo, myślę. Ale nie mam czasu myśleć, bo muszę nadążać. Tu nic nie jest ułożo…

Żelazko

Żelazko na mnie patrzy. Durny przedmiot, bez duszy i rozumu, ani pogadać, wymienić poglądów, ani nic. Tylko wziąć i prasować. Idiotyczne zajęcie. Czemu ludzie mogli wymyślić pralki, miksery, odkurzacze i inne takie, nawet zmywarki, a żelazko jakie było, takie jest. Nie można tych szmat jakoś wygładzić inaczej? Jakimś robotem wygładzającym, czy coś. Automatycznie. Buchnęło parą. Cwane, wyłapuje myśli. Nie, nie, nie, kochaneczku. Buchanie parą, to jeszcze nie dialog. Środkowy palec. Ha, no i co teraz? Jakaś reakcja, pomachasz kablem jak rasowy pudel? Czekam.