środa, 12 lipca 2017

Mięsny obserwator

Dwie rodziny stoją przede mną w kolejce na mięsnym. Myślę - luz, ekspedientki trzy, osób w kolejce sześć, dzielone na trzy osoby przypadające na stado, czyli dwóch unikalnych użytkowników eee… kolejki, plus ja. Podsumowując - jedna baba za ladą moja! Prosta matematyka.
Dupa. Otóż jedna kobita pochylona nad otwarta kasą, ze zmarszczkami wysiłku umysłowego i potem na czole, liczy klepaki. Druga natomiast szoruje krajalnicę. Czyli czekam. To jest właśnie idealny przykład złego wykorzystania kapitału ludzkiego. Tłum ekspedientek ledwo się mieści za ladą, ledwo im miejsca wystarcza, obijają się tyłkami o siebie, a robota stoi - człowiek sterczy i czeka jak debil. Nieważne. Patrzę na rodzinki kątem oka. Jedna trzyosobowa - ona, on i dziecię maluteńkie. Ona jak beczka, facet wkurwiony, a dziecko się drze. Ale tak się drze, że ludzie spod lodówki z mrożonkami patrzą. Mi  tymczasem jest szkoda dziewczyny. Powiedziałam potem mojemu narzeczonemu, że jeśli kiedyś będę w ciąży i nie będę mogła się opanować od jedzenia, to ma przede mną chować żarcie, albo ma na mnie wrzeszczeć, do wyboru. Cel uświęca środki. Powiedział, że z moimi odwiecznymi paranojami na temat wizji sadła, obżarstwo hormonalne na pewno mi nie grozi, i że prędzej będzie musiał pilnować, żebym nie zagłodziła siebie i "pasażera". Zignorowałam, kazałam przysięgnąć. Przysiągł. Dla świętego spokoju zapewne, ale dobre i to.  
Wracając - dziecko się drze i cieszy zarazem. No nie zrozumiesz. Facet opanowuje wkurw i robi głupie miny do potomka, a nuż atmosfera ewoluuje i się wszyscy pośmiejemy. Hehe. Młody złapał powietrza i z nową energią rozpoczął reczital, zagłuszając krajalnicę do wędlin. Desperacko szukam w torebce słuchawek, ale akurat dziś nie wzięłam, szlag by to.