czwartek, 15 czerwca 2017

O truskawkach, notatniku i kocie miesiączkowym

Palec wiszący nad klawiaturą dłużej niż sto dwadzieścia sekund plus pusty plik tekstowy, to zdecydowanie zły znak. Życie na wysypisku śmieci własnych, nic nie znaczących myśli i nic nie wnoszących słów. Błahostki dnia codziennego. Żadnej głębszej reflekcji. Żadnych przełomowych czynów. Mdło i przezroczyście. Mała rzecz - znaleziony, pożółknięty notatnik, format A4, ilość kartek - osiemdziesiąt (zostało na oko czterdzieści), wyblakła kratka, zapisanych słów - zero, cena detaliczna - 620 zł, czyli stary. Zasuszony komar w środku. Pomijając owada, przedmiot szalenie inspirujący. Chodzę z nim od rana. Został moim przyjacielem na dzisiejszy dzień.

Jako niezorganizowana kobieta, każdego roku, opóźniona, budzę się z letargu, gdy sezon truskawkowy chyli się ku schyłkowi i muszę zadowolić się resztkami z nadzieją, że kolejnego roku nie przeoczę dziesiątek straganów z koszykami pełnymi czerwonych witaminek i w końcu porządnie skorzystam. Czary mary! Jako zorganizowana kobieta, w tym roku, wyciskam z sezonu truskawkowego wszystkie soki, a moja kuchnia stała się owocem i witaminką płynąca. Sramy już tylko truskawkami. Umiejętność osiągania kompromisu - zerowa. Poziom zorganizowania - wyższy. Zadowolenie z zaistniałego progresu - trudne do zdefiniowania. 


Aplikacja miesiączkowa z kotem to porażka. Przyjaciółki to spoczi gatunek. Wirtualny kot plus przyjaciółka to kłopoty. I tu cień logiki się kończy. Najpierw delikwentka namawia cię na "super aplikację", którą instalujesz, tylko po to, żeby zamknąć temat, po czym razem z przyjaciółką toniesz na przemian w podpaskach i testach ciążowych, bo kot okazał się wszystko źle przeliczać. A na dodatek nad głową wisi mu skarpeta św. Mikołaja, jak na czerwiec w aplikacji opartej na kalendarzu przystało.

Chcę tchnąć życie w notatnik. Byłby idealny do zapisywania truskawkowych przepisów. Choć ten zaschnięty owad jest jakiś mało apetyczny. Ciekawe ile lat żyją bakterie? Odkryłam, że kota można zmienić na królika lub psa. Wybieram psa. Skarpeta zniknęła. Hura. Aplikacja pyta jaki mam nastrój, temperaturę ciała i czy był stosunek. Środkowy palec kontra mój smartfon. Nie mam nastroju na zastanawianie się nad tym, w jakim jestem nastroju. Nienawidzę wietrznej pogody, wszystko mnie wtedy irytuje. Pożyczyłam blender od teściowej. Truskawki, strzeżcie się!

Hm... Podkusiło mnie i kliknęłam "wybierz nastrój". Oszzz kurde. Do wyboru (pomóżcie!): wyczerpana, marudna, posępna, sfrustrowana, w depresji, jak anioł, asertywna, chora, domatorka (to nastrój?), domowa (ikonka przy tym nastroju ma lekki zarost na twarzy, idealna w aplikacji dla pań), dumna, dynamiczna, dziwnie (dziwna, jak już) głupia (serio), kokieteryjna, napalona, neutralna, niecierpliwa, w stresie, w szoku, w porządku, tajemnicza, spanikowana, spięta, i tak dalej. Fanfary. Teraz jestem w szoku. Zdecydowanie. Ale to dopiero nastrój, a jeszcze objawy! Każdy z objawów można zaznaczyć gwiazdkami, od jednej do czterech max. Dezorientacja (taa, poziom dezorientacji silnie powiązany z używaniem aplikacji), bóle głowy, karku, miednicy, pleców, dołu pleców (cóż za szczegółowość), skurcze, dreszcze, swędzenie, wysypka (zwymiotuję), twardość szyjki (i ludzie to sobie sprawdzają?), niestrawność, wzdęcia, zaparcia i chuj wie co. Cieląca się krowa jest bardziej elegancka niż ta aplikacja. Weszłam w "stosunek", zastałam standard - do wyboru opcja bezpieczny (uśmiechnięta prezerwatywa) lub bez zabezpieczenia (przerażona prezerwatywa). Przewijam w dół, a tam jest napisane, że dziś prawdopodobieństwo orgazmu wynosi zero procent. No wkurwiłam się.

Podsumowując. Truskawki już po 6 zł, czas zacząć mrozić. Notatnik zaczyna mnie irytować taki pusty i z tym komarem. Nadal nie wiem czy wypieprzyć aplikację z kotem, tfu! Z psem. W sumie nie chcę mi się tego liczyć, a ona pokazuje "te" dni w najbliższych miesiącach (granica błędu na oko kilka dni). A niech już będzie, ale wpisywanie opcji dodatkowych sobie daruję. Babcia dzwoniła, że dorwała truskawki za piątaka... Skubana!




2 komentarze:

  1. Truskawki mamy od Babci. A aplikacja jakaś ekschibicjonistyczna, wywalił bym w diabły.

    OdpowiedzUsuń