wtorek, 24 stycznia 2017

Gdybym była facetem...

Myślę sobie czasem jakby to wspaniale było, gdybym była facetem. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi na myśl, to szafa pełna takich ciężkich, ważących tonę, męskich butów, z wielkimi sznurówkami i jeszcze większym jęzorem. I już błąd. Już myślę jak baba. Ehh... O czym myślą faceci? O samochodach? O seksie? O zarabianiu pieniędzy? Też o tym myślę, jak każdy, chyba. Może o czym nie myślą faceci? O przepisach na drożdżówkę, o modnych wzorach pościeli, o pielęgnacji roślinek? Też o tym nie myślę. Przynajmniej niezbyt często... Może mentalnie jestem facetem? Nie, chyba nie. Gdzieś tam z tyłu głowy tańczy mi myśl, do której ciężko się przyznać, że mężczyźni chyba po prostu nie są tak próżni jak my – kobiety. A z drugiej strony czy taka świadoma i kontrolowana próżność jest zła? Może jest słodka? Setki pytań, zero odpowiedzi.



Gdybym była facetem miałabym pewnie tak ciężką łapę, że prułabym po autostradach sto osiemdziesiąt i zabiłabym się na pierwszym, lepszym zakręcie. A potem w wyniku reinkarnacji urodziłabym się jako kobieta, zataczając koło przeznaczenia. A może wyrywałabym laski jedna po drugiej bez obaw o złamane serce, niechciane ciąże i ogólnie niestabilną gospodarkę emocjonalną. Rwałabym na prawo i lewo, hulaj dusza, piekła nie ma, a co! A może zostałabym księdzem. Genialne! Pieniądz, władza i wysłuchiwanie cudzych grzeszków. Narzucanie swojego zdania, ha! O posiadaniu gosposi nie wspomnę. Ekstra. Biskup... to jest myśl. A  może byłabym góralem "spod samiuśkim Tater". Romantyzm i natura. Siedziałabym sobie na hali i patrzyłabym jak te "pikne łowiecki się wypasajo", spoglądałabym na te "górecki, co Pan Bócek nas nimi łobdarowoł, piknymi smrekami, bystro wodo i wsyskim piknym" i kumpli bym miała górali innych, takiego "juhasa co siedzi, bimberek popija i łoscypki wędzi" i "śwrane dziołchy" bym podrywała i w ogóle. A może byłabym super profesjonalnym i poważnym biznesmenem, co to garniturek idealnie skrojony, spodnie w kancik, perfekcyjna i posłuszna żona czekająca z ciepłym obiadem i jeszcze cieplejsza niż obiad sekretarka w biurze, tak dla relaksu i urozmaicenia nudnego życia. Doprawdy żałosne. Taka bym na pewno nie była, fuj!

Między Bogiem a prawdą, będąc szczera sama ze sobą, to bym była takim dziarskim chłopaczkiem z lat siedemdziesiątych, co to w skórzanej kurtce, z radiem pod pachą i petem w namiętnych ustach luzacko kroczy ulicą, z błyskiem pewności siebie w skacowanych oczach i z głową, która z automatu obraca się za, co lepszą, sztuką. Carpe diem! O tak, taka bym była! Pracowałabym raz tu, raz tam, a wieczorami pomnażałabym majątek lub też pozbywała się go, grając w karty w przytulnych knajpkach, w których to dymu więcej niż tlenu, a żarówki maksymalnie 25 wat. Carpe diem razy dwa! Ach!

Tak czy siak, niezależnie od tego jakim typem faceta bym była, jest kilka cech, które miałabym na pewno. Po pierwsze byłoby mi zawsze gorąco, jak to im zawsze bywa. Mówiłabym pewnie dziesięć razy mniej, a podczas krzyku mój głos nie byłby taki piskliwy. Z pewnością irytowałoby mnie durne gadanie kobiet o pierdołach i jeszcze durniejsze ich zachowania, zamiast jak teraz - słuchać, obserwować i próbować wbić się w tok myślenia innych lasek. I nie płakałabym wcale. Zamiast zastanawiać się nad najładniejszym zapachem płynu do płukania lub irytować z powodu krótkiej daty ważności jajników, po prostu zmieniałabym świat, popijając wieczorami stocka z colą i pykając cygaro! Przytulałabym silnym ramieniem bezbronne kobietki spoglądające z niepewnością spod długich, trzepoczących rzęs. I jakoś mi się smutno robi...

...bo jak sobie pomyślę, że już nigdy nie przerobię w sześć minut, z kumpelą, paskudnej tuniki na przepiękną małą czarną, przy pomocy tnących nożyczek, otwierającej umysł kawy i próżnej potrzeby posiadania nowej szmatki. I już nigdy nie wymienię tych za dużych czarno-złotych butów kupionych na Allegro, na te cudne, czerwone, zamszowe, ze złotym zamkiem nad piętą (o Boże, pocę się jak o tym piszę, takie są cudne), które były za małe na koleżankę. Już nigdy nie wymienię jakiejś duperelki na pierdołkę i na odwrót, bo faceci, o zgrozo, tego nie robią. I już nigdy nie zrobię makijażu i już nigdy nie poczuję wybuchu endorfin skacząc w rytm wrzeszczącej na mnie z laptopa Chodakowskiej i już nigdy nie usprawiedliwię paskudnego charakteru napięciem przedmiesiączkowym. I nie zrobię maseczki za trzy zeta, dzięki której mam wrażenie, że tak cholernie dbam o siebie, że szok i że właściwie to – mogę wszystko! I makijażu nigdy nie zrobię, tak wspominałam już o tym, ale warte powtórzenia. I serio będę musiała mniej mówić, bo takich durnot i w takiej ilości, to żaden facet nie wypowiada. I raczej nie będę miała miliona zeszycików z różnymi okładkami. I drugiego miliona żółtych karteczek z każdą zapisaną głupotą, które i tak gubię i odnajduję za późno po fakcie i w zasadzie służą niczemu. I nie będę mogła popadać w spazmy zachwytu na widok byle pieseczka. I w ogóle to tylu drobnych rzeczy nie będę robić, które robią kobiety, że aż mi słabo.

I w ogóle to ja jednak wcale nie chcę być facetem! Co to, to nie.



5 komentarzy:

  1. Też bym nie chciała być facetem, bo tak sobie patrzę na mojego męża, i tak go słucham, to on strasznie mało rozumie, tak prostolinijnie, dla niego czarne jest czarne a dla mnie czasem to czarne jest białe, i tak mu tłumaczę, że te czarne to białe jest, a on i tak nie rozumie, bo dla niego nadal czarne. Ale jak bym była facetem, to bym była raczej "bad boyem" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale widzisz, jakbyś była facetem to dla Ciebie też by to było czarne i nie byłoby problemu :D

      Usuń
  2. Jollerzy to bardziej lata 60'e, w 70'ych królował disco a w skórach chodzili protoplaści skinów i punków. Tak czy siak już się zestarzeli... Wielu z nich wyrosło na mężczyzn, część pozostała gówniarzami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja nie wiedziałam, aż tak dokładnie. Ogólną wizję naświetliłam ;)

      Usuń
  3. Siostry zamiast podwójnego uprawnienia na lot koszący autostradą po podwójnej ciągłe cieszcie się kolorami szarości wszystko jest po coś ... zagadki nie istnieją

    OdpowiedzUsuń