niedziela, 22 stycznia 2017

Elektronicznie

Elektroniczny dym z elektronicznego peta przysłania mi elektroniczny ekran elektronicznego laptopa, w połowie którego odbija się obraz akcji jakiegoś sensacyjno - komediowego, głośnego filmu w moim, tak, tak, elektronicznym telewizorze. W moim wielkim, elektronicznym telewizorze, który nadaje rytm życia tego pomieszczenia. I milionów pomieszczeń w milionach domów. Elektroniczny telefon, to dopiero jest złodziejska menda. Okrada mnie z czasu jak nikt inny. Załóżmy, że to małe prostokątne gówno jest winowajcą, nie ja sama, do tego się nie przyznam. Przyglądam się moim dłoniom, spierzchnięte jakieś, nijakie, krem został gdzieś w pracy. Przyglądam im się uważnie, chyba jeszcze nie są... elektroniczne?


Kiedy łapiesz się na tym, że sącząc kawę z przyjaciółką, po raz kolejny odpisujesz na wiadomość od swojego faceta, a kiedy siedzisz obok niego, rozprasza cię wirtualna rozmowa z nią, zaczynasz się zastanawiać, czy nie żyjesz już bardziej... wirtualnie. Masz elektroniczny mózg. Spiesząc się rano plączesz się w sieciach ładowarek i słuchawek i w zasadzie nie pamiętasz kiedy ostatnio odwiedziłaś tą miłą panią z galerii sztuki, z którą zawsze miło było porozmawiać o tym, co autor miał na myśli, bo... bo obrazki też oglądasz już głównie przez świecącą szybkę.


A na połoninach bieszczadzkich jest najpiękniej. Kiedyś widziałam nawet rysia. Taki przerośnięty kot ze spiczastymi uszami. Lekka adrenalina czy gdzieś za krzakami nie czai się niedźwiadek i czy na samym szczycie nie zastanie cię burza. I przepiękne widoki. I pogoń za busem, bo po zejściu z góry nie masz już siły dotoczyć się do stancji. I jeden sklep w całej miejscowości. I zero zasięgu. I wtedy przypominasz sobie te wszystkie żarty, że kiedy nie ma prądu to przyrost naturalny jest największy. I, że ludzie dawniej czytali książki, rozmawiali z sąsiadami, bawili się z psem i życie płynęło wolniej.


Tylko, że nie będzie płynęło wolniej już nigdy. I już zawsze brak zasięgu będzie wywoływał to irytujące uczucie dyskomfortu. I już zawsze będziesz upychać tuziny kabli za listwą. I oglądać setki kaw na instagramie, tak aromatycznych, że prawie czujesz ich zapach. I wyrzucać zawartość torebki na biurko, bo znów słuchawki wpadły na samo dno. Już zawsze część życia będzie... elektroniczna.

Ale w Bieszczady to muszę się wybrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz