sobota, 28 stycznia 2017

Apel do ludzi

Napisałam sobie w zeszyciku apel do ludzi, niebieskim długopisem, drukowanymi, koślawymi literami. A treść była następująca: "..... się ode mnie!" W miejscu kropek widniało przekleństwo. Każdą literkę z zapałem poprawiałam starannie kilka razy, aby trochę pogrubić czcionkę. Oddałam się temu zajęciu całą sobą, skupiając się tylko na tym, po czym z dumą przypatrywałam się powstałemu dziełu. Mogłabym zrobić zdjęcie i wrzucić na wszystkie portale społecznościowe, na których jestem. Mogłabym dorzucić też zdjęcie środkowego palca i zrobić z nich kolaż. Kuszące.  Ewentualnie mogłabym wyrwać tą kartkę z zeszytu, schować w kieszeni, po czym wyciągać i wyraźnie odczytywać w każdym odpowiednim ku temu momencie. Mogłabym też nakleić ją sobie na... gdziekolwiek, byle z przodu i tak maszerować po ulicach. Wiem, że to głupie, szczeniackie i bezsensowne, ale jak inaczej wyrazić irytację, na wszelkie dobre rady czy opinie na jakikolwiek temat, wchodzące w moją mentalną przestrzeń osobistą, których po pierwsze nie potrzebuję, a po drugie wcale nie są dobrymi radami, bo nikt... nie jest mną. Już tłumaczę frustrację. Natchnęła mnie rzeka, a było to tak... 


Siedziałam sobie w pięknym miejscu blablabla, do rzeczy. Patrzę (zmiana czasu na teraźniejszy, wiem, specjalnie), no więc - patrzę na rwącą rzekę. Płynie sobie elegancko wokół kamyczków i wydawać by się mogła cudowna, wspaniała, magiczna i tak dalej, ale tak naprawdę to zwykła rzeka i tyle. ALE! Ale... Zdejmuję okulary, ot tak, po prostu je zdejmuję i co? I patrzę na tą samą rzekę z moją sporą wadą wzroku i widzę strumień przepięknych, mieniących się niczym kryształki lub bożonarodzeniowe światełka choinkowe, blików. Cudny bokeh. Widok bajeczny, cukierkowy, niezwykły. Zakładam okulary z powrotem i cała magia znika. Jest po prostu rzeka – woda i kamienie. Zdejmuję je i znowu jest bajka. I tak w kółko. Chciałabym móc pokazać to piękno innym. Chciałabym, żeby zobaczyli jak ja to widzę, ale... nie mogę. Nie da się, nie można, nie przeskoczę tego, ściana, nie ma dyskusji, tak po prostu. Powtórzę jeszcze raz, bo to ważne - nie da się. Nikt nie widzi moimi oczami.

Tak samo jest z podejściem do życia, postrzeganiem świata i reakcją na różne sytuację. Tak samo jest z wszystkim. Nie można wejść do czyjejś głowy, zobaczyć jak to jest być kimś obok i jak każda najmniejsza sprawa wygląda z czyjejś perspektywy. Dlatego tak cholernie irytuję się jak słyszę jakiekolwiek mądrości, porady, zalecenia, opinie.

Nie wiesz jak jest w mojej głowie, więc nie masz prawa mnie oceniać. Amen.





8 komentarzy:

  1. I tak i nie.
    Owszem wpier... się w czyjeś życie jest paskudnym (aczkolwiek powszechnie praktykowanym) zwyczajem.
    Z drugiej strony umysły człowiekowatych są na tyle podobne że z grubsza kumamy co druga osoba czuje. To się zresztą empatia nazywa.
    Ja wiem że fajnie jest mniemać o sobie że jest się wyjątkowo wyjątkową jednostką i nikt nie czuję tego co my, tak jak my. Ale to niestety spore złudzenie.
    No popatrz piszesz "bokeh" a ja widzę to samo, tak sam, bo też "krótkimwicem" jestem ;) Nie muszę patrzeć twoimi oczami. Ba jeśli stwierdzę "nie wal się młotkiem po palcach, bo będzie bolało" to nie jest to jedna z rad którymi brukuje się piekło, ale prosta myśl, oparta o życiowe doświadczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh nie myślę o tak prostych rzeczach, jak "nie wal się młotkiem po palcach", zdecydowanie chodzi mi o wpier... się w czyjeś życie, ludzie to uwielbiają, obserwuję nagminnie. :)

      Usuń
    2. Wpier... Się zazwyczaj:
      Rodzice (dziadkowie, teściowie, citki... wuje rzadziej) - tym to się dziwić nie można, raz że w trosce o swoją linię genetyczną, a dwa że z miłości... Czy możesz gniewać się na miłość?

      Szefowie - troszczą się mi wynik finansowy, losy projektu, bilans... No sama rozumiesz, troska przez nich przemawia, albowiem od twojej kondycji zależy dobro całego przedsięwzięcia - czy troska nie jest czymś dobrym?

      Przywódcy (nauczyciele, trenerzy, księża, politycy) - no chyba dla każdego jest jasne że ci ludzie z definicji wiedzą lepiej, są od innych mądrzejsi a przynajmniej lepiej przygotowani - no wybacz ale jest niewdzięcznością i arogancję uznawać ich rady za wpierd... się.

      Koledzy i koleżanki - wiedzą mało, kumają jeszcze mniej, ale to fajni i sympatycznie w sumie ludzie, no przecież z niefajnymi antypatycznymi indywiduami byś się nie zadawała... Więc skoro oni są fajni i sympatyczni to i ich działanie jest fajne i sympatyczne - jak można się zrzymać na coś co jest fajne i sympatyczne?!!

      Sąsiedzi ze szczególnym uwzględnieniem sąsiadek (zwanych z racji przesiadywania w oknach wymoszczonych poduchami - "poduszkowcami") - to strażnicy lokalnej społeczności; pilnują wartości,reguł, zwyczajów i przyzwoitości. Czy takim społecznikom nie należy się wdzięczność?!

      Doprawdy dziewczyno... Przemyśl jeszcze raz tezy swojego postu...
      ;D

      Usuń
    3. Księża, przywódcy... wiedzą lepiej, no plis, nie osłabiaj mnie :D ;p Sąsiadki, których bardziej interesuje cudze życie niż własne? Koleżanki, które np. mają zupełnie inną sytuację życiową? Babcie, które co prawda z miłości, ale jednak wychowane w zuuuupełnie innych czasach? Pozwól, że jednak zostanę przy swoich poglądach ;)

      Usuń
    4. A to akurat w całości szydera była...

      Usuń
  2. Żal mi ludzi, którzy interesują się czyimś życiem. Bez względu, czy to dociekliwość, dobre rady, miłość, czy zwykłą zawiść ... Żal mi ich, bo po prostu oni nie mają swojego życia, skoro muszą żyć bytem innych osób.

    OdpowiedzUsuń