niedziela, 21 lutego 2016

Projekt Szczęście

Czytam wspaniałą, motywującą książkę i tak sobie rozmyślam o moim życiu w ostatnim roku, bo nie wiem jak to się stało ale jeszcze w tym roku nie zdążyłam tu zajrzeć, więc chyba tylko jedno słowo może podsumować mój 2015 - totalna, kompletna, cudowna, nieustanna SPONTANICZNOŚĆ. Kocham! Przede wszystkim spontaniczna decyzja o zrobieniu w końcu tego prawa jazdy. To nic, że aktualnie miałam milion innych wydatków, zero czasu na robienie kursu (do dziś miło wspominam weekendowe jazdy o 7 rano) i nawet nie mieliśmy samochodu. Nie wiem jak mogłam bez tego żyć wcześniej. Moja druga wielka miłość! I kolejna spontaniczna decyzja o przeprowadzce, jednej bo "Kochanie może byśmy tak na wieś wrócili...", drugiej, bo "...może jednak na inną wieś..." i w końcu taaadaaaam trzeciej, bo "...Kochanie a może jednak do miasta z powrotem, bo dusi mnie ta cholerna wieś, a znalazłam takie boooskie mieszkanko w najlepszej  lokalizacji ever ..." SZALEŃSTWO! Szaleństwo, które sprawiło, że jestem mega happy i nie mam poczucia, że może jednak można by inaczej, a jakby to było jakby, itp itd. Gdybanie. I tak sobie grzebie dalej w przeszłość... Hmm... spontaniczna decyzja - rzucam studia, pomimo świetnych stopni, bo stwierdziłam, że jednak kierunek przy bliższym rozpoznaniu mi nie odpowiada. Udało się skończyć inne. Rzuciłam pracę w najbardziej podłym momencie jaki tylko mogłabym na to wybrać. Pracodawca był nie fair, a ja nie pozwolę sobie wejść na głowę jak większość naszego społeczeństwa. Właśnie minął trzeci rok w mojej nowej pracy, która jest o niebo lepsza. Szybkie, spontaniczne, i co najważniejsze myślę, że trafne decyzje. Mam kilka mglistych zalążków pomysłów na ten rok i aż strach się bać :) Ta książka zmusiła mnie do takich rozmyślań i polecam ją każdemu kto chce coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Recenzje są zwykle nudne jak flaki z olejem, więc najpierw terapia szokowa.

Zastanów się jak wygląda Twoje obecne życie. Takie właśnie miało ono być?

O takim marzyłeś? Serio właśnie o takim? Nic nie lepiej?

Zastanów się też nad swoim charakterem, swoją osobowością? Jak wyglądałaby pod tym względem najlepsza, najdoskonalsza wersja Ciebie? Wizja daleka od rzeczywistości?

I teraz druga strona medalu. Wyobraź sobie, że tracisz pewnego dnia wszystko co dla Ciebie obecnie najważniejsze, wszystko co masz najcenniejsze. Kiepsko, nie? Kiepsko byłoby obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie jakim było się szczęściarzem, a w ogóle się tego nie doceniało....

Zmiany mają sens tylko w jednym, jedynym przypadku. Jeśli są "od już, od teraz", nie od jutra!




Wspominałam kiedyś o książkach, które zmieniają myślenie i nastawienie do wielu spraw. Na szczycie tej listy umieściłabym "Projekt Szczęście" Gretchen Rubin. Co prawda nie przenosi nas w inny świat, jak powieść, jednak jest warta przeczytania dla wszystkich tych, którzy szukają sposobu, aby życie nie przeciekało im przez palce.

Po pierwsze i najważniejsze "Projekt Szczęście" nie jest to zwykły, nudny poradnik. Gretchen to bystra babka. Nie wciska czytelnikowi banałów typu "myśl pozytywnie, a będziesz szczęśliwy bla bla bla". Autorka nie proponuje także radykalnej zmiany życia w postaci totalnej rewolucji - rzucenia nudnej pracy, wkurzającego męża, wyjazdu do innego kraju czy powiększenia biustu. Gretchen podchodzi do sprawy zadaniowo. Wyznacza strefy życia,w których jej zdaniem, powinna coś zmienić, aby być szczęśliwszą i wprowadza je konsekwentnie miesiąc po miesiącu. Swojej wiedzy nie czerpie z kosmosu, czy też z czystej wyobraźni. Dziewczyna przygotowała się merytorycznie zanim opracowała swój Projekt Szczęście, poczytała masę literatury na temat dążenia do tego właśnie upragnionego stanu ducha, zagłębiła się w temat i wyciągnęła z tego pigułę.

Swoją drogę do szczęścia autorka rozpoczyna od pozbycia się chaosu w swoim życiu, odgruzowuje, wyrzuca, porządkuje. Kilogramy niepotrzebnych rzeczy, które większość osób przechowuje wpływa na naszą psychikę bardziej niż zdajemy sobie z tego sprawę. Kolejna rzecz to zakończenie wszystkich niedokończonych, ciągnących się spraw, odkładanych bez końca na potem. I o ile nie jestem typem zbieracza, nie kolekcjonuję rzeczy i nie mam najmniejszego problemu z wyrzuceniem tych zbędnych bez mrugnięcia okiem, o tyle dręczące, niedokończone sprawy ciągną się za mną miesiącami...

Potem autorka przechodzi kolejno przez wszystkie sfery swojego życia - małżeństwo/związek, rodzicielstwo, praca, relacje z ludźmi/przyjaźń , relaks, finanse, pasje i tak dalej. Wszystkie swoje teorie popiera masą przykładów, daje gotowe rozwiązania dotyczące wszystkich stref życia, a ich geniusz polega na totalnej prostocie. Zmiana małych, niezauważalnych na co dzień przyzwyczajeń, a efekt piorunujący. Coś się jednak bardzo zmienia...

Ponadto Gretchen pisze bardzo bardzo pozytywnie, a zarazem nie przesadza, jest realistką. Daje motywującego kopa. Nie polecam sceptykom o typowo marudzącej mentalności, którzy nie wierzą w żadne zmiany, bo wszystko jest do dupy, bo pogoda jest paskudna, bo ich praca jest beznadziejna a i tak nie dostaną lepszej, bo przecież lepszej nie ma albo trzeba mieć znajomości, bo przecież w życiu nie schudną, bo przemianę materii mają gorszą niż wszyscy inni ludzie, bo nie mają kasy, nie wspominając już, że mają tylko jedno dziecko i pięć stów przeszło koło nosa, bo rodzina ich wkurza, sąsiad ich wkurza, wszystko ich wkurza, nawet nie ma nic ciekawego w telewizji  i w ogóle wszystko jest do dupy. Takim osobom nie polecam Projektu Szczęście, strata czasu. Natomiast całą resztę gorąco namawiam, zwłaszcza, że idzie wiosna i to zdecydowanie najlepszy czas na zmiany. :)

Buziaki :*


7 komentarzy:

  1. Zazdroszczę bardzo pozytywnie. Wiele otrzymałem ale zdolności podejmowania dobrych dla siebie decyzji nie otrzymałem. Tym bardziej cieszę się, że ją masz. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo tych trafnych decyzji było poprzedzonych jakimiś mniej lub bardziej błędnymi wyborami, ale starałam się szybko na nie reagować. Myślę, że bardzo ważne jest nie zgadzać się na bylejakość w życiu i nie bać się zmian, nawet tych radykalnych o ile czujemy gdzieś tam głęboko, że właśnie w tej danej sprawie zmiany potrzebujemy. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jeszcze nie dawno był 2015 a zaraz będą wakacje :P
    Ja ostatnio nie mam do niczego motywacji :c

    Zapraszam również na konkurs na moim blogu w którym można wygrać różne perełki !


    magicworldprincesscarmen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba powinnam przeczytać tą książkę, jej temat idealnie wpisuje się w zmiany w moim życiu, które chce wprowadzić, ale na razie nie bardzo wiem od czego zacząć, więc może ta książka uporządkuje mi trochę w głowie.

    Świetnie napisany post.

    martinkax.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i szczerze polecam lekturę ;) Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ja też staram się nie pozwalać żeby mi wchodzili na głowę. Tu rzeczywiście jest coś takiego w ludziach, że jakoś się boją, nie wiem, czują się mali przy wszystkim co im się kojarzy z autorytetem, nawet jak jest oczywiste że nie ma się czego obawiać... Mnie się wydaje że to niektórzy księża tego uczą, ludzie myślą że to trzeba tak się upokarzać. Studia jedne też rzuciłam, i z doktoratu zrezygnowałam, bo nie widzę możliwości żebym miała tych profesorów całować po rekach, żeby raczyli się czymkolwiek zainteresować.Ale to nie było w zeszłym roku... Tylko prawo jazdy jeszcze przede mną :-):D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się obiema rękami :) A do prawa jazdy gorąco namawiam :)

      Usuń