niedziela, 28 lutego 2016

Weekend

Weekend to dla mnie święte słowo. Serio, nie przesadzam, święte, aż żal, że nie ma polskiego odpowiednika. Lubię pracować poza domem, regularnie wychodzić "do ludzi" pomimo, że budzik codziennie wierci mi dziurę w mózgu i codziennie przestawiam drzemki kląc pod nosem, że kiedyś to rzucę w cholerę i będę pisać książki na leżaku w St. Tropez. Pomimo to lubię być kobietą pracującą. Wtedy weekend smakuje najlepiej. To czas dla nas, daje zastrzyk energii i beztroskie poczucie, że jeśli zechcę to wstanę gdy zapieje kur o 5 rano, przewrócę cały dom do góry nogami i zrobię myljony ważnych rzeczy, a jeśli nie zechcę to sobie poleżymy, pośpimy, pobuszujemy w sieci, po-nic-nie-robimy, high life ....


niedziela, 21 lutego 2016

Projekt Szczęście

Czytam wspaniałą, motywującą książkę i tak sobie rozmyślam o moim życiu w ostatnim roku, bo nie wiem jak to się stało ale jeszcze w tym roku nie zdążyłam tu zajrzeć, więc chyba tylko jedno słowo może podsumować mój 2015 - totalna, kompletna, cudowna, nieustanna SPONTANICZNOŚĆ. Kocham! Przede wszystkim spontaniczna decyzja o zrobieniu w końcu tego prawa jazdy. To nic, że aktualnie miałam milion innych wydatków, zero czasu na robienie kursu (do dziś miło wspominam weekendowe jazdy o 7 rano) i nawet nie mieliśmy samochodu. Nie wiem jak mogłam bez tego żyć wcześniej. Moja druga wielka miłość! I kolejna spontaniczna decyzja o przeprowadzce, jednej bo "Kochanie może byśmy tak na wieś wrócili...", drugiej, bo "...może jednak na inną wieś..." i w końcu taaadaaaam trzeciej, bo "...Kochanie a może jednak do miasta z powrotem, bo dusi mnie ta cholerna wieś, a znalazłam takie boooskie mieszkanko w najlepszej  lokalizacji ever ..." SZALEŃSTWO! Szaleństwo, które sprawiło, że jestem mega happy i nie mam poczucia, że może jednak można by inaczej, a jakby to było jakby, itp itd. Gdybanie. I tak sobie grzebie dalej w przeszłość... Hmm... spontaniczna decyzja - rzucam studia, pomimo świetnych stopni, bo stwierdziłam, że jednak kierunek przy bliższym rozpoznaniu mi nie odpowiada. Udało się skończyć inne. Rzuciłam pracę w najbardziej podłym momencie jaki tylko mogłabym na to wybrać. Pracodawca był nie fair, a ja nie pozwolę sobie wejść na głowę jak większość naszego społeczeństwa. Właśnie minął trzeci rok w mojej nowej pracy, która jest o niebo lepsza. Szybkie, spontaniczne, i co najważniejsze myślę, że trafne decyzje. Mam kilka mglistych zalążków pomysłów na ten rok i aż strach się bać :) Ta książka zmusiła mnie do takich rozmyślań i polecam ją każdemu kto chce coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Recenzje są zwykle nudne jak flaki z olejem, więc najpierw terapia szokowa.

Zastanów się jak wygląda Twoje obecne życie. Takie właśnie miało ono być?

O takim marzyłeś? Serio właśnie o takim? Nic nie lepiej?

Zastanów się też nad swoim charakterem, swoją osobowością? Jak wyglądałaby pod tym względem najlepsza, najdoskonalsza wersja Ciebie? Wizja daleka od rzeczywistości?

I teraz druga strona medalu. Wyobraź sobie, że tracisz pewnego dnia wszystko co dla Ciebie obecnie najważniejsze, wszystko co masz najcenniejsze. Kiepsko, nie? Kiepsko byłoby obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie jakim było się szczęściarzem, a w ogóle się tego nie doceniało....

Zmiany mają sens tylko w jednym, jedynym przypadku. Jeśli są "od już, od teraz", nie od jutra!