piątek, 13 listopada 2015

W równoległym świecie, czyli o tym jak spłynęła na mnie wena...

Mam czasami takie chwile, momenty, przebłyski wyrwane z chaosu codziennych sytuacji, które powodują, że muszę, po prostu muszę (!) się zatrzymać. Przez umysł przebiega jakaś jedna, nie dająca spokoju myśl. Jakiś motyw, wątek, jakaś fantazja. Jest jak ziarnko, które pomimo suszy puściło pierwszy listek i przebiło zeschnięty grunt, pnąc się ku słońcu i życiu. Teraz szybko trzeba je podlać, zanim zniszczy je nieprzychylna rzeczywistość. W mojej głowie jest jak pierwszy pomruk zbliżającej się burzy, jak pierwszy grzmot, pierwsza błyskawica. Pierwsza kropla deszczu tuż przed szalejącą ulewą. Nie ma już odwrotu. Trzeba mieć otwarty umysł, aby dać się jej ponieść. To może być jakiś widok, jakaś melodia, fragment rozmowy wyrwany z kontekstu, cokolwiek. Pewnego dnia po raz pierwszy dopadła mnie nagle i niespodziewanie... wena.




To był letni ciepły wieczór, po bardzo złym dniu, pełnym negatywnych zdarzeń i emocji, które na szczęście udało się ujarzmić i całą sytuację zamienić w motywującą. Szereg niepowodzeń i problemów, które jak elementy domina popychały jeden za drugim, siejąc spustoszenie. Wszystko to zakończone siarczystą awanturą z moim Słońcem. Emocje opadły, udało się dojść do porozumienia i jak wiadomo godzenie się jest zawsze najprzyjemniejsze...  A jednak w głowie nadal kotłowały się myśli. Siedząc w jednym z naszych ulubionych miejsc spacerowych, spoglądając na zgiełk miasta w piątkowy wieczór, dekadencko paląc papierosa za papierosem, spłynęła na mnie wena. Stan, w którym codzienność i przyziemne sprawy odchodzą na dalszy plan. W głowie włącza się tryb kreatywny, który szuka ujścia, wydostania się na zewnątrz w postaci czegoś artystycznego. Zmarnować taki moment, ignorując go i przechodząc nad nim do porządku dziennego to czysta profanacja. Moją wenę kolejnego dnia przelałam na papier i tak powstał pierwszy fragment mojej książki. Będzie ona całkowitą fikcją, fantazją, pisaną w takich właśnie chwilach. Czasem tracę je na jakiś czas, wena gdzieś znika, czasami gubi mnie brak konsekwencji, nie mam jeszcze doświadczenia, jest to dla mnie coś zupełnie nowego, jednak sprawia tak cholerą radość i satysfakcję, że w tym momencie marzę, aby pisać już zawsze.



Inspiruje mnie wiele rzeczy w moim życiu. Zdecydowanie najbardziej inspirująca jest miłość. Drugi człowiek, który jest niesamowity, ponieważ przewraca Twoje życie do góry nogami i Ty czujesz, że Taaak!, pragniesz żeby się jeszcze bardziej przewróciło, byle tylko być razem, znać się na tyle, że jeden gest, jedno spojrzenie wystarczy, żeby odczytać stan duszy. Te niekończące się rozmowy, bliskość, wzajemne motywowanie się do działania, to jest niesamowicie inspirujące.



Inspiruje mnie muzyka, fotografia, miejsca, nawet zapachy. Zapach skoszonej trawy odwiecznie przenoszący mnie w czasy dzieciństwa, zapach świeżo mielonej kawy o poranku, zapach powietrza tuż po burzy. Najbardziej jednak inspirują mnie książki. Otwierają umysł, wyobraźnię, postrzeganie świata. Wciągają mnie w inną rzeczywistość, wydzierają ze stanu "tu i teraz". Zatracam się w nich całkowicie, po czym wracam do mojego życia wzbogacona o doświadczenia, których nie przeżyłam fizycznie, ale dotknęłam ich emocjonalnie. Mój zakres postrzegania świata rozszerza się z każdą przeczytaną książką, jest jak nałóg, po każdej chcę kolejną...



Blog lekko zmienia wyraz, wraz ze zmianami w moim życiu i nastawieniu. Chcę, aby był bardziej nastrojowym miejscem, pełnym moich przemyśleń, rzeczy które dają mi kopa do działania, recenzji książek, które zmieniają myślenie, a także zdjęć z codziennego życia (tu zapraszam również na Instagram). Wcześniej próbowałam przedstawić tutaj część moich fotografii głównie z wycieczek i podróży, jednak nie czułam przysłowiowego bakcyla, stąd nawet kilkumiesięczne przerwy w publikowaniu  postów. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że owszem możemy wybrać to co aktualnie robimy, jednak nie mamy wpływu na to, co tak naprawdę lubimy robić. I tego Wam życzę - róbcie przede wszystkim to co kochacie robić. Ja taki właśnie mam zamiar :)




4 komentarze:

  1. Pięknie Paulinko!! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, ja też kiedyś ciągle czytałam, teraz jakby mniej bo bardziej słucham muzyki i .. gotuję/ piekę :-)

    OdpowiedzUsuń