sobota, 21 listopada 2015

Piękną wiosnę mamy tej jesieni

      Tytuł nie jest ironią. Mam dwa sposoby na jesienną deprechę. Po pierwsze przebywać na zewnątrz, jak najwięcej się da. O poranku kawa na świeżym powietrzu. Mmm...  jak rześko. Uwielbiam to uczucie chłodu na policzkach. To nic, że tusz nałożony dziesięć minut temu wchodzi w reakcję z jesienną mżawką. Po pracy spacer, minimum godzinny. Przydałby się kolorowy parasol tęcza. Wyobraźcie sobie jak wyglądałby zgiełk uliczny, gdyby tylko takie parasole sprzedawali. Ulice w ponure dni zalane byłyby parasolowymi tęczami. Szaleństwo! Wieczorem zielona herbata wypita na zewnątrz. I tak codziennie, czy deszcz, czy śnieg, czy wiatr. Gruby swetr, rękawice, koc na ławkę i jest bosko.

piątek, 20 listopada 2015

Sparks | Kronika pewnej miłości

      Ogólnie uważam, że jestem osobą dość twardą. Nie wzruszam się na widok bobasków i kwiatuszków, na klatę przyjmuje niepowodzenia, poprawiam koronę i zasuwam dalej, ale "Pamiętnik" Nicholasa Sparksa mnie rozwalił. Wycisnął mnie jak cytrynę, łzy spływały ciurkiem ...



piątek, 13 listopada 2015

W równoległym świecie, czyli o tym jak spłynęła na mnie wena...

Mam czasami takie chwile, momenty, przebłyski wyrwane z chaosu codziennych sytuacji, które powodują, że muszę, po prostu muszę (!) się zatrzymać. Przez umysł przebiega jakaś jedna, nie dająca spokoju myśl. Jakiś motyw, wątek, jakaś fantazja. Jest jak ziarnko, które pomimo suszy puściło pierwszy listek i przebiło zeschnięty grunt, pnąc się ku słońcu i życiu. Teraz szybko trzeba je podlać, zanim zniszczy je nieprzychylna rzeczywistość. W mojej głowie jest jak pierwszy pomruk zbliżającej się burzy, jak pierwszy grzmot, pierwsza błyskawica. Pierwsza kropla deszczu tuż przed szalejącą ulewą. Nie ma już odwrotu. Trzeba mieć otwarty umysł, aby dać się jej ponieść. To może być jakiś widok, jakaś melodia, fragment rozmowy wyrwany z kontekstu, cokolwiek. Pewnego dnia po raz pierwszy dopadła mnie nagle i niespodziewanie... wena.