niedziela, 28 lutego 2016

Weekend #1

Weekend. To dla mnie święte słowo. Serio, nie przesadzam, święte, aż żal, że nie ma polskiego odpowiednika. Lubię pracować poza domem, regularnie wychodzić "do ludzi" pomimo, że budzik codziennie wierci mi dziurę w mózgu i codziennie przestawiam drzemki kląc pod nosem, że kiedyś to rzucę w cholerę i będę pisać książki na leżaku w St. Tropez. Pomimo to lubię być kobietą pracującą. Wtedy weekend smakuje najlepiej. To czas dla nas, daje zastrzyk energii i beztroskie poczucie, że jeśli zechcę to wstanę gdy zapieje kur o 5 rano, przewrócę cały dom do góry nogami i zrobię myljony ważnych rzeczy, a jeśli nie zechcę to sobie poleżymy, pośpimy, pobuszujemy w sieci, po-nic-nie-robimy, high life ....


czwartek, 25 lutego 2016

Absurdy edukacji

Piszę tu na tym blogu, że lubię sobie czasami poczytać coś dobrego. Owszem - lubię. I tak sobie myślę, jak to się w ogóle stało, bo w szkole .... nie czytałam nic. Przetrawiłam dosłownie kilka lektur, zasada była jedna - im mniej stron tym lepiej, przebrnęłam więc przez pozycje typu Zemsta, Makbet, Tristan i Izolda i tym podobne (na maturze trafiłam na Makbeta, dzięki Ci Panie!). Z trochę dłuższych jedynie Przedwiośnie. Pamiętam, że próbując przeczytać Lalkę, utknęłam na samym początku, Wokulski był nudny jak flaki z olejem. A Dziady, Kordian, Konrad Wallenrod !? Nie ma opcji! No way! Nie wiem czy dobór lektur jest zły, czy forma przekazu i prowadzenie zajęć, ale do mnie to nie przemawiało. Polubiłam czytać dopiero, jak już nie musiałam tego robić, jak nikt mi tego już nie narzucał.



W ogóle to tak sobie myślę, po latach edukacji, że to czego dzieci i młodzież się tam uczą, to się tak na prawdę wcale nie przydaje się w życiu. No bądźmy szczerzy! Jeszcze ta literatura - wiadomo, trzeba mieć pojęcie pomimo, że przebrnięcie przez te wszystkie lektury to droga przez mękę, ale jednak, aby światłym być, sztuki liznąć należy ;) Języki - wiadomo, super przydatne. No i jakieś tam liczenie, kalkulowanie, zadania rozwijające logiczne myślenie, jednym słowem matematyka - królowa nauk, ale też tylko do pewnego stopnia wtajemniczenia. Natomiast tych wszystkich szczegółów, których uczą na biologii, geografii, chemii, fizyce, jest jednak trochę za dużo, groch z kapustą. National Geographic jest dużo bardziej edukacyjne, a na pewno o niebo ciekawsze.


niedziela, 21 lutego 2016

Projekt Szczęście

Czytam wspaniałą, motywującą książkę i tak sobie rozmyślam o moim życiu w ostatnim roku, bo nie wiem jak to się stało ale jeszcze w tym roku nie zdążyłam tu zajrzeć, więc chyba tylko jedno słowo może podsumować mój 2015 - totalna, kompletna, cudowna, nieustanna SPONTANICZNOŚĆ. Kocham! Przede wszystkim spontaniczna decyzja o zrobieniu w końcu tego prawa jazdy. To nic, że aktualnie miałam milion innych wydatków, zero czasu na robienie kursu (do dziś miło wspominam weekendowe jazdy o 7 rano) i nawet nie mieliśmy samochodu. Nie wiem jak mogłam bez tego żyć wcześniej. Moja druga wielka miłość! I kolejna spontaniczna decyzja o przeprowadzce, jednej bo "Kochanie może byśmy tak na wieś wrócili...", drugiej, bo "...może jednak na inną wieś..." i w końcu taaadaaaam trzeciej, bo "...Kochanie a może jednak do miasta z powrotem, bo dusi mnie ta cholerna wieś, a znalazłam takie boooskie mieszkanko w najlepszej  lokalizacji ever ..." SZALEŃSTWO! Szaleństwo, które sprawiło, że jestem mega happy i nie mam poczucia, że może jednak można by inaczej, a jakby to było jakby, itp itd. Gdybanie. I tak sobie grzebie dalej w przeszłość... Hmm... spontaniczna decyzja - rzucam studia, pomimo świetnych stopni, bo stwierdziłam, że jednak kierunek przy bliższym rozpoznaniu mi nie odpowiada. Udało się skończyć inne. Rzuciłam pracę w najbardziej podłym momencie jaki tylko mogłabym na to wybrać. Pracodawca był nie fair, a ja nie pozwolę sobie wejść na głowę jak większość naszego społeczeństwa. Właśnie minął trzeci rok w mojej nowej pracy, która jest o niebo lepsza. Szybkie, spontaniczne, i co najważniejsze myślę, że trafne decyzje. Mam kilka mglistych zalążków pomysłów na ten rok i aż strach się bać :) Ta książka zmusiła mnie do takich rozmyślań i polecam ją każdemu kto chce coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Recenzje są zwykle nudne jak flaki z olejem, więc najpierw terapia szokowa.

Zastanów się jak wygląda Twoje obecne życie. Takie właśnie miało ono być?

O takim marzyłeś? Serio właśnie o takim? Nic nie lepiej?

Zastanów się też nad swoim charakterem, swoją osobowością? Jak wyglądałaby pod tym względem najlepsza, najdoskonalsza wersja Ciebie? Wizja daleka od rzeczywistości?

I teraz druga strona medalu. Wyobraź sobie, że tracisz pewnego dnia wszystko co dla Ciebie obecnie najważniejsze, wszystko co masz najcenniejsze. Kiepsko, nie? Kiepsko byłoby obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie jakim było się szczęściarzem, a w ogóle się tego nie doceniało....

Zmiany mają sens tylko w jednym, jedynym przypadku. Jeśli są "od już, od teraz", nie od jutra!


czwartek, 10 grudnia 2015

Mój grudzień

Wpadłam w pułapkę. Znowu, po raz kolejny... To taki moment kiedy chcesz sobie trochę przeorganizować życie, bo motasz się w chaosie. Niby nic złego się nie dzieje, niby wszystko ok, a jednak jakiś taki niedosyt... Chciałam zrobić więcej w pracy, w domu, w firmie, dla siebie, dla innych. Koniec roku, w pracy lustracja, protokoły, sprawozdania, szał. W domu przed świętami chyba nie muszę mówić, co weekend popijam poranną kawę patrząc na mleczne okna i zastanawiając się czy aby mam natchnienie, żeby je umyć. Natchnienie jeszcze nie nadeszło.


wtorek, 1 grudnia 2015

Christie | Dziesięciu Murzynków

Agatha Christie to geniusz. Jej kryminały są fantastyczne. "Dzięsięciu Murzynków" świeżo wypożyczony z biblioteki, zaczęłam czytać w autobusie wracając z pracy, potem pomiędzy obieraniem ziemniaków a smażeniem kotleta i do wieczora już wiedziałam kto zabijał. I o dziwo - nie był to lokaj! :p



sobota, 21 listopada 2015

Piękną wiosnę mamy tej jesieni

      Tytuł nie jest ironią. Mam dwa sposoby na jesienną deprechę. Po pierwsze przebywać na zewnątrz, jak najwięcej się da. O poranku kawa na świeżym powietrzu. Mmm...  jak rześko. Uwielbiam to uczucie chłodu na policzkach. To nic, że tusz nałożony dziesięć minut temu wchodzi w reakcję z jesienną mżawką. Po pracy spacer, minimum godzinny. Przydałby się kolorowy parasol tęcza. Wyobraźcie sobie jak wyglądałby zgiełk uliczny, gdyby tylko takie parasole sprzedawali. Ulice w ponure dni zalane byłyby parasolowymi tęczami. Szaleństwo! Wieczorem zielona herbata wypita na zewnątrz. I tak codziennie, czy deszcz, czy śnieg, czy wiatr. Gruby swetr, rękawice, koc na ławkę i jest bosko.

piątek, 20 listopada 2015

Sparks | Kronika pewnej miłości

      Ogólnie uważam, że jestem osobą dość twardą. Nie wzruszam się na widok bobasków i kwiatuszków, na klatę przyjmuje niepowodzenia, poprawiam koronę i zasuwam dalej, ale "Pamiętnik" Nicholasa Sparksa mnie rozwalił. Wycisnął mnie jak cytrynę, łzy spływały ciurkiem ...



piątek, 13 listopada 2015

W równoległym świecie, czyli o tym jak spłynęła na mnie wena...

Mam czasami takie chwile, momenty, przebłyski wyrwane z chaosu codziennych sytuacji, które powodują, że muszę, po prostu muszę (!) się zatrzymać. Przez umysł przebiega jakaś jedna, nie dająca spokoju myśl. Jakiś motyw, wątek, jakaś fantazja. Jest jak ziarnko, które pomimo suszy puściło pierwszy listek i przebiło zeschnięty grunt, pnąc się ku słońcu i życiu. Teraz szybko trzeba je podlać, zanim zniszczy je nieprzychylna rzeczywistość. W mojej głowie jest jak pierwszy pomruk zbliżającej się burzy, jak pierwszy grzmot, pierwsza błyskawica. Pierwsza kropla deszczu tuż przed szalejącą ulewą. Nie ma już odwrotu. Trzeba mieć otwarty umysł, aby dać się jej ponieść. To może być jakiś widok, jakaś melodia, fragment rozmowy wyrwany z kontekstu, cokolwiek. Pewnego dnia po raz pierwszy dopadła mnie nagle i niespodziewanie... wena.



wtorek, 3 lutego 2015

Królowa Śniegu | Góra Chełm

W niedzielę wybraliśmy się na małą wycieczkę do rezerwatu Góra Chełm. Rezerwat ten znajduje się na terenie dwóch gmin - Wiśniowa i Frysztak (Podkarpacie). Pogoda sprzyjała, słonecznie, bezwietrznie, a do tego świeży śnieg, który w lasach wygląda naprawdę efektownie!

sobota, 17 stycznia 2015

Spacer

Dzisiejszą sobotę z piękną, przedwiosenną pogodą wykorzystaliśmy w stu procentach. Wybraliśmy się na długi, pięciogodzinny spacer na łąki. Słońce świeciło, było ok 11 stopni i naprawdę ciężko było uwierzyć, że to dopiero połowa stycznia. Znaleźliśmy już nawet bazie ! :)