poniedziałek, 23 stycznia 2017

Trzy krzesła, czyli pranie brudów, czyli luźna refleksja na temat męskiej logiki

Chcę zrobić pranie, to znaczy - nie ja, tylko pralka. Tak, pralki robią pranie, aż się trzęsą do tego, przez co zupełnie wyparły mój argument "wyjdź z psem, bo ja muszę zrobić pranie". Standardowa odpowiedź brzmi, że "pranie robi pralka, to nie średniowiecze". Ależ oczywiście, w sumie jakaś logika w tym jest, więc ja chcąc pchnąć ten mechanizm do przodu, tylko wrzucę do niej ciuchy, bo sama jakoś nie ogrania. I stoję przed dylematem. Trzy krzesła. Na każdym ubrania. Hmm... są, powiedzmy, mniej więcej poukładane. Ale! Ale pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego one tam leżą? Kobieca logika podpowiada mi, że to nie jest ich miejsce. Mogłabym zbadać sprawę organoleptycznie, na węch może, czy coś, ale pójdę na łatwiznę i po prostu zapytam, czemu te rzeczy nie są w szafie lub w koszu na brudne ubrania, czyli dwóch miejscach, w których według mojej skromnej opinii, powinny się znajdować. Jednocześnie przez głowę przebiega mi myśl, że ubrania te są zarówno brudne, czyste, w połowie brudne, w połowie czyste lub trudne do zdefiniowania pod względem czystości. I tu pojawia się pytanie - skoro i tak są pomieszane, dlaczego nie leżą na jednym krześle? Na tych dwóch pozostałych, ktoś mógłby na przykład usiąść...

niedziela, 22 stycznia 2017

Gdybym była facetem...

Myślę sobie czasem jakby to wspaniale było, gdybym była facetem. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi na myśl, to szafa pełna takich ciężkich, ważących tonę, męskich butów, z wielkimi sznurówkami i jeszcze większym jęzorem. I już błąd. Już myślę jak baba. Ehh... O czym myślą faceci? O samochodach? O seksie? O zarabianiu pieniędzy? Też o tym myślę, jak każdy, chyba. Może o czym nie myślą faceci? O przepisach na drożdżówkę, o modnych wzorach pościeli, o pielęgnacji roślinek? Też o tym nie myślę. Przynajmniej niezbyt często... Może mentalnie jestem facetem? Nie, chyba nie. Gdzieś tam z tyłu głowy tańczy mi myśl, do której ciężko się przyznać, że mężczyźni chyba po prostu nie są tak próżni jak my – kobiety. A z drugiej strony czy taka świadoma i kontrolowana próżność jest zła? Może jest słodka? Setki pytań, zero odpowiedzi.

sobota, 21 stycznia 2017

Anarchistka

Nie chcę żadnej władzy, anarchistką zostałam
Próbowałam zrozumieć, serio się starałam
Z każdej strony ładują, poglądy narzucają
Zasłaniają się wiarą, mnie... nie przekonają

czwartek, 19 stycznia 2017

Bo najlepszym przyjacielem kobiety jest gej

- Musisz poznać M. Jest sympatyczny i jest… bi.
- Bi?
- No. Bi. Z naciskiem na homo.
- Spoko. W ogóle, skąd Ty bierzesz tych kolegów?

Tak się zaczęło. Poznałam M. i niemal natychmiastowo okazało się, że to jedna z tych osób, które mają wpływ na moje życie większy niż bym się spodziewała i w dużym stopniu odnalazłam w nich siebie. Jedna z niestety bardzo niewielu takich osób. To jest tak, że spotykamy setki ludzi i większość jest jak piosenki w RMF’ie, są codziennie gdzieś tam w tle, obok nas i nawet jeśli podśpiewujemy sobie nieświadomie pod nosem, to za moment całkowicie zapominamy o ich istnieniu. Czasami jednak trafi się utwór, który oderwie naszą uwagę, niezależnie od tego co właśnie robimy i jak bardzo jesteśmy zajęci. Zmusi nas, żeby wstać i podgłosić, bo jest jednym z naszych ulubionych, bo kojarzy się z czymś miłym i wprawia w dobry nastrój. Tak samo jest z ludźmi.

niedziela, 28 lutego 2016

Weekend

Weekend to dla mnie święte słowo. Serio, nie przesadzam, święte, aż żal, że nie ma polskiego odpowiednika. Lubię pracować poza domem, regularnie wychodzić "do ludzi" pomimo, że budzik codziennie wierci mi dziurę w mózgu i codziennie przestawiam drzemki kląc pod nosem, że kiedyś to rzucę w cholerę i będę pisać książki na leżaku w St. Tropez. Pomimo to lubię być kobietą pracującą. Wtedy weekend smakuje najlepiej. To czas dla nas, daje zastrzyk energii i beztroskie poczucie, że jeśli zechcę to wstanę gdy zapieje kur o 5 rano, przewrócę cały dom do góry nogami i zrobię myljony ważnych rzeczy, a jeśli nie zechcę to sobie poleżymy, pośpimy, pobuszujemy w sieci, po-nic-nie-robimy, high life ....


czwartek, 25 lutego 2016

Absurdy edukacji

Piszę tu na tym blogu, że lubię sobie czasami poczytać coś dobrego. Owszem - lubię. I tak sobie myślę, jak to się w ogóle stało, bo w szkole .... nie czytałam nic. Przetrawiłam dosłownie kilka lektur, zasada była jedna - im mniej stron tym lepiej, przebrnęłam więc przez pozycje typu Zemsta, Makbet, Tristan i Izolda i tym podobne (na maturze trafiłam na Makbeta, dzięki Ci Panie!). Z trochę dłuższych jedynie Przedwiośnie. Pamiętam, że próbując przeczytać Lalkę, utknęłam na samym początku, Wokulski był nudny jak flaki z olejem. A Dziady, Kordian, Konrad Wallenrod !? Nie ma opcji! No way! Nie wiem czy dobór lektur jest zły, czy forma przekazu i prowadzenie zajęć, ale do mnie to nie przemawiało. Polubiłam czytać dopiero, jak już nie musiałam tego robić, jak nikt mi tego już nie narzucał.

W ogóle to tak sobie myślę, po latach edukacji, że to czego dzieci i młodzież się tam uczą, to się tak na prawdę wcale nie przydaje się w życiu. No bądźmy szczerzy! Jeszcze ta literatura - wiadomo, trzeba mieć pojęcie pomimo, że przebrnięcie przez te wszystkie lektury to droga przez mękę, ale jednak, aby światłym być, sztuki liznąć należy ;) Języki - wiadomo, super przydatne. No i jakieś tam liczenie, kalkulowanie, zadania rozwijające logiczne myślenie, jednym słowem matematyka - królowa nauk, ale też tylko do pewnego stopnia wtajemniczenia. Natomiast tych wszystkich szczegółów, których uczą na biologii, geografii, chemii, fizyce, jest jednak trochę za dużo, groch z kapustą. National Geographic jest dużo bardziej edukacyjne, a na pewno o niebo ciekawsze.


niedziela, 21 lutego 2016

Projekt Szczęście

Czytam wspaniałą, motywującą książkę i tak sobie rozmyślam o moim życiu w ostatnim roku, bo nie wiem jak to się stało ale jeszcze w tym roku nie zdążyłam tu zajrzeć, więc chyba tylko jedno słowo może podsumować mój 2015 - totalna, kompletna, cudowna, nieustanna SPONTANICZNOŚĆ. Kocham! Przede wszystkim spontaniczna decyzja o zrobieniu w końcu tego prawa jazdy. To nic, że aktualnie miałam milion innych wydatków, zero czasu na robienie kursu (do dziś miło wspominam weekendowe jazdy o 7 rano) i nawet nie mieliśmy samochodu. Nie wiem jak mogłam bez tego żyć wcześniej. Moja druga wielka miłość! I kolejna spontaniczna decyzja o przeprowadzce, jednej bo "Kochanie może byśmy tak na wieś wrócili...", drugiej, bo "...może jednak na inną wieś..." i w końcu taaadaaaam trzeciej, bo "...Kochanie a może jednak do miasta z powrotem, bo dusi mnie ta cholerna wieś, a znalazłam takie boooskie mieszkanko w najlepszej  lokalizacji ever ..." SZALEŃSTWO! Szaleństwo, które sprawiło, że jestem mega happy i nie mam poczucia, że może jednak można by inaczej, a jakby to było jakby, itp itd. Gdybanie. I tak sobie grzebie dalej w przeszłość... Hmm... spontaniczna decyzja - rzucam studia, pomimo świetnych stopni, bo stwierdziłam, że jednak kierunek przy bliższym rozpoznaniu mi nie odpowiada. Udało się skończyć inne. Rzuciłam pracę w najbardziej podłym momencie jaki tylko mogłabym na to wybrać. Pracodawca był nie fair, a ja nie pozwolę sobie wejść na głowę jak większość naszego społeczeństwa. Właśnie minął trzeci rok w mojej nowej pracy, która jest o niebo lepsza. Szybkie, spontaniczne, i co najważniejsze myślę, że trafne decyzje. Mam kilka mglistych zalążków pomysłów na ten rok i aż strach się bać :) Ta książka zmusiła mnie do takich rozmyślań i polecam ją każdemu kto chce coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Recenzje są zwykle nudne jak flaki z olejem, więc najpierw terapia szokowa.

Zastanów się jak wygląda Twoje obecne życie. Takie właśnie miało ono być?

O takim marzyłeś? Serio właśnie o takim? Nic nie lepiej?

Zastanów się też nad swoim charakterem, swoją osobowością? Jak wyglądałaby pod tym względem najlepsza, najdoskonalsza wersja Ciebie? Wizja daleka od rzeczywistości?

I teraz druga strona medalu. Wyobraź sobie, że tracisz pewnego dnia wszystko co dla Ciebie obecnie najważniejsze, wszystko co masz najcenniejsze. Kiepsko, nie? Kiepsko byłoby obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie jakim było się szczęściarzem, a w ogóle się tego nie doceniało....

Zmiany mają sens tylko w jednym, jedynym przypadku. Jeśli są "od już, od teraz", nie od jutra!


czwartek, 10 grudnia 2015

Mój grudzień

Wpadłam w pułapkę. Znowu, po raz kolejny... To taki moment kiedy chcesz sobie trochę przeorganizować życie, bo motasz się w chaosie. Niby nic złego się nie dzieje, niby wszystko ok, a jednak jakiś taki niedosyt... Chciałam zrobić więcej w pracy, w domu, w firmie, dla siebie, dla innych. Koniec roku, w pracy lustracja, protokoły, sprawozdania, szał. W domu przed świętami chyba nie muszę mówić, co weekend popijam poranną kawę patrząc na mleczne okna i zastanawiając się czy aby mam natchnienie, żeby je umyć. Natchnienie jeszcze nie nadeszło.


wtorek, 1 grudnia 2015

Christie | Dziesięciu Murzynków

Agatha Christie to geniusz. Jej kryminały są fantastyczne. "Dzięsięciu Murzynków" świeżo wypożyczony z biblioteki, zaczęłam czytać w autobusie wracając z pracy, potem pomiędzy obieraniem ziemniaków a smażeniem kotleta i do wieczora już wiedziałam kto zabijał. I o dziwo - nie był to lokaj! :p



sobota, 21 listopada 2015

Piękną wiosnę mamy tej jesieni

      Tytuł nie jest ironią. Mam dwa sposoby na jesienną deprechę. Po pierwsze przebywać na zewnątrz, jak najwięcej się da. O poranku kawa na świeżym powietrzu. Mmm...  jak rześko. Uwielbiam to uczucie chłodu na policzkach. To nic, że tusz nałożony dziesięć minut temu wchodzi w reakcję z jesienną mżawką. Po pracy spacer, minimum godzinny. Przydałby się kolorowy parasol tęcza. Wyobraźcie sobie jak wyglądałby zgiełk uliczny, gdyby tylko takie parasole sprzedawali. Ulice w ponure dni zalane byłyby parasolowymi tęczami. Szaleństwo! Wieczorem zielona herbata wypita na zewnątrz. I tak codziennie, czy deszcz, czy śnieg, czy wiatr. Gruby swetr, rękawice, koc na ławkę i jest bosko.