poniedziałek, 19 czerwca 2017

Opowieść o księżniczce i worku

Pusty pliczku - pamiętniczku, rzekłabym. Ta... świat jest pełen inspiracji, a wyobraźnia powinna być głównym motorem napędowym w jakże przyjemnym procesie tworzenia, a konkretnie - pisania, czegokolwiek. Cóż, u mnie to nie do końca tak działa. Całe życie wszystko na odwrót. Natchnienie me płynie bowiem z każdego najbardziej błahego i przyziemnego dupsa codzienności (dups* w wolnym tłumaczeniu - sytuacja, zdarzenie, rozmowa, przedmiot, osoba, czyli zbiór liczb rzeczywistych otaczającego świata). Voila. Taki worek na przykład. Niezwykła historia worka dojrzała, by za dotknięciem czarodziejskiej klawiatury, zamienić się w opowieść. Otóż - dawno, dawno temu…


czwartek, 15 czerwca 2017

O truskawkach, notatniku i kocie miesiączkowym

Palec wiszący nad klawiaturą dłużej niż sto dwadzieścia sekund plus pusty plik tekstowy, to zdecydowanie zły znak. Życie na wysypisku śmieci własnych, nic nie znaczących myśli i nic nie wnoszących słów. Błahostki dnia codziennego. Żadnej głębszej reflekcji. Żadnych przełomowych czynów. Mdło i przezroczyście. Mała rzecz - znaleziony, pożółknięty notatnik, format A4, ilość kartek - osiemdziesiąt (zostało na oko czterdzieści), wyblakła kratka, zapisanych słów - zero, cena detaliczna - 620 zł, czyli stary. Zasuszony komar w środku. Pomijając owada, przedmiot szalenie inspirujący. Chodzę z nim od rana. Został moim przyjacielem na dzisiejszy dzień.

Jako niezorganizowana kobieta, każdego roku, opóźniona, budzę się z letargu, gdy sezon truskawkowy chyli się ku schyłkowi i muszę zadowolić się resztkami z nadzieją, że kolejnego roku nie przeoczę dziesiątek straganów z koszykami pełnymi czerwonych witaminek i w końcu porządnie skorzystam. Czary mary! Jako zorganizowana kobieta, w tym roku, wyciskam z sezonu truskawkowego wszystkie soki, a moja kuchnia stała się owocem i witaminką płynąca. Sramy już tylko truskawkami. Umiejętność osiągania kompromisu - zerowa. Poziom zorganizowania - wyższy. Zadowolenie z zaistniałego progresu - trudne do zdefiniowania. 

poniedziałek, 1 maja 2017

Cellulit, ciąża i wrzątek dobry na wszystko, czyli o forach internetowych ciąg dalszy

       Walka z cellulitem trwa! Od zarania dziejów, niezmiennie i nieustannie, kobiety, rodzicielki, marzycielki, mężatki i singielki, walczą, uformowane w kolumny, piechotę, lewe skrzydło, prawe skrzydło i na końcu rezerwy, czyli te, które popychają hamburgera snickersem, żeby wlazł gładko w bebechy, walczą z cellulitem, mentalnie, ale walczą. I  w tym temacie powstało dziesiątki, co ja mówię, setki tysięcy artykułów i drugie tyle wątków na forach. Samo słowo cellulit jest już przereklamowane, ciut nudne, ciut oklepane i jakieś takie nieprzyjemne w odbiorze. Wiadomo wszak, że walka ta jest przegrana, gdyż przeczytanie tych wszystkich porad, samo w sobie, nie pokona fali pomarszczonej skóry, która przetacza się przez ciało apetycznej niegdyś niuni, zamieniając ją nieodwracalnie w Jabbę z Gwiezdnych. Peszek.

środa, 19 kwietnia 2017

O perfekcyjnym życiu, idiotach i forach internetowych

Nie powinno się dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Nie lubię porównywać niczego, poza objętością ud i innymi sprawami, na które mamy czynny wpływ, a są niezależne od naszych poglądów, pochodzenia itepe. Powtórzę więc - nie lubię porównywać, dzielić ludzi, grupować, ale kurde, spora część tego globu to idioci. No idioci. Nie sposób inaczej tego określić. Internet jest pełen idiotów. Pierwsza myśl z  brzegu, z tego tygodnia - forum ortodontyczne, pytanie - czy mogę sobie kupić aparat osobno, a orto mi go tylko założy? Fanfary! Osobno, w sensie… używany? Najpiękniejszy komentarz pod spodem (nie mój, ale kogoś równie poirytowanego) brzmiał - plomby sobie kup, a dentysta ci je tylko założy. Hehehe. Idźmy dalej. Wchodzę na forum popularnego kobiecego portalu, w celu zbadania rynku, w celu napisania tego tekstu, w celu wyrzucenia myśli z głowy, w celu zapobiegnięcia jej eksplozji. Wchodzę, chcę dostrzec tekst, ale bombardują mnie reklamy, sukienki, spodenki, spódniczki, wiosna-lato, kurteczki, lakiereczki, cipeczki. Fuck - krzyżyk, krzyżyk, krzyżyk. Lewituję w pozycji kwiatu lotosu dziękując Bogu, że na insta nie ma reklam. Tfuuu, odpukać! Unoszę się nad biurkiem, myślami hasając po słonecznej łące w spodenkach z H&M, apaszce od Hermesa, staniku dobranym przez profesjonalną brafitterkę, a z mych zarumienionych policzków nie spadnie nawet drobinka różu, gdyż pędzle to tylko Maca. Czy czuję szczęście? Chcę poczuć szczęście w związku z wszechogarniającą mnie perfekcją. Tak, poczułam to, poczułam szczęście, gdyż… pozamykały się w końcu bezkresy okienek i linków przekierowujących mnie do zakupowych rajów. Alleluja! 



piątek, 31 marca 2017

Lea. cz 9 - Wdzięczność

- Albert! Gdzie ty jesteś!? Tu wszyscy cię szukają! Jej znaczy, ciebie, jej, was! - Luigi próbował zapanować nad drżącym głosem.
- Kto nas szuka? - Albert chodził od ściany do ściany w poszukiwaniu najlepszego zasięgu.
- No, wszyscy! Jakiś carabinieri brodaty, potem jakiś nadziany, błękitnooki, nieprzyjemny typ. Ledwo się go pozbyłem. Santa Madonna!
Lea patrzyła z niepokojem jak Albert nerwowo rozmawia przez telefon, od czasu do czasu wściekle na nią spoglądając.
- I co im powiedziałeś?
- Prawdę! Czyli, że nie mam pojęcia gdzie jesteście, że mam tu setki klientów i skąd ja mam wiedzieć. Od rana cała Paola i wszystkie okoliczne pipidówy aż huczą o tym morderstwie, nikt o niczym innym nie mówi. Orrore!
- Ja pierdole... - Albert przetrawiał tą informację jeszcze przez kilka sekund.



Lea cz. 8 - Luigi i goście

       Zza zakrętu po raz kolejny wyłonił się tunel, zalewając wnętrze samochodu ciemnością, przerywaną regularnie połyskującymi światłami. Lancia ciągnęła ile fabryka dała. Albert coraz mocniej zaciskał mokre dłonie na kierownicy. Rozładowywał napięcie cisnąc gaz i co rusz pogłaśniając muzykę, aż poczuł jak bębniące szaleńczo rytmy zagłuszają jego myśli. Niepewny wzrok Lei krążył pomiędzy drogą, licznikiem i wyrazem jego twarzy. Chciała coś powiedzieć, wiedziała jednak, że ją uciszy. Próbowała już kilkukrotnie w ciągu ostatniej godziny, ale za każdym razem kazał jej się zamknąć. Chciała podziękować, że po nią wrócił, opowiedzieć o mężu, o Ines, o sobie, i przede wszystkim odpowiedzieć na każde jego pytanie. Tylko, że on nie chciał już słuchać.



czwartek, 30 marca 2017

Lea cz. 7 - Wiadomości

- Opcje mamy dwie - Albert z łokciami opartymi na kolanach, siedział na skraju łóżka, obracając w palcach kluczyki od samochodu - albo idziemy na policję i wszystko im opowiesz - patrzył przenikliwie w oczy Lei, która słuchała ze skruszoną miną i jadła międzyczasie z takim zapałem, jakby wieki nie miała nic w ustach - albo ja wyjeżdżam, a ty rób co chcesz. - Zatrzymała widelec w połowie drogi i spojrzała wzrokiem skarconego psa. Albert miał minę pokerzysty.
- Widzisz, bo… - zaczęła z wielkim trudem - mój mąż, eee…
- O, męża masz, milutko - Albert pokiwał znacząco głową i łyknął swojej, już chyba ulubionej, grappy.
- Ty tak jeździsz po pijaku?
- Nie zmieniaj tematu. I nie interesuj się. Mów!

Lea cz. 6 - Hipotezy

- Ciao! Musimy pogadać! - Albert był dziś tak stanowczy i zdeterminowany, jaki nie był w ciągu całego małżeństwa z Evą - Chodź! - złapał Luigi za łokieć i prawie siłą zaciągnął go na zaplecze.
- Albeeerto! Szósta rano! Ty nie sypiasz?
- A ty? Mieszkasz w pracy? - zatrzasnął drzwi od magazynku, potykając się o pudła z makaronem. - Nieważne. Słuchaj, widziałeś tą dziewczynę wczoraj? Tą blondynkę, która była ze mną? Widziałeś jak była ubrana? Widziałeś co miała na rękach? Widziałeś?
- Si, Alberto, ho visto - potwierdził, poprawiając konstrukcję z pudeł, zgrzewek i opon.
- Świetnie, to posłuchaj….
Pół godziny później Luigi wiedział już w jakich okolicznościach pojawiła się Lea, wiedział o Ines i wiedział o dziwnym, rudym psie. Parzył kawę i wcale nie wyglądał na zszokowanego.
- Może mafia jakaś? - Albert próbował wejść w ten umysł przestępczy, złożony. Poruszyć szare komórki niczym Herkules Poirot. Łyknął kawy. - Macie tu pewnie mafie we Włoszech, co nie?
- Naturalmente! Alberto, mafii ci u nas dostatek. - Luigi uniósł znacząco brwi i kiwał przytakująco głową. - Kalabryjska, sycylijska, neapolitańska, do wyboru, do koloru. Neapol tonie w śmieciach, bo Camorra przejęła biznes utylizacji odpadów. Rozumiesz? Zwożą śmieci z całej Kampanii, upychają pod Wezuwiuszem, che cazzo!
- Hm… - Albert łyknął kawy.
- Hm… - Luigi łyknął kawy.
Zapanowała cisza, a panowie pogrążyli się we własnych myślach.


Lea cz. 5 - Pies

       Skąpana w nocnym mroku, kamienista plaża w San Lucido, pomimo trzeciej nad ranem, wciąż była nagrzana i zdawała się parować upałem poprzedniego dnia. Lea siedziała na ziemi, obejmując ciasno swoje podkulone nogi, bujając się leciutko w przód i w tył i co jakiś czas wysmarkując opuchnięty nos w chusteczkę. Albert robił to co zawsze - pił i palił. Poza tym, w tej chwili dodatkowo chodził w te i z powrotem wzdłuż wybrzeża i próbował nie eksplodować złością na szlochającą koleżankę obok. Miał dość tajemnic i tego, że pomimo całej powagi sytuacji, nie mógł wydusić z niej niczego sensownego. Lea w samochodzie dostała ataku histerii, ale wlał w nią, częściowo po dobroci, częściowo siłą, sporą ilość martini i jakby się polepszyło. Zastanawiał się teraz, już nawet nie nad tym kto zabił, bądź przyczynił się do śmierci tamtej dziewczyny, a gryzło go, że ją tam zostawili, tak po prostu... Odwrócili się na pięcie, w szoku wsiedli do samochodu i pojechali przed siebie, aż tutaj. O pozostawionych odciskach palców nawet nie chciał myśleć.

Lea. cz. 4 - Grota

Albert przyjrzał się dokładnie budowli, której plan, z jego perspektywy, wyglądał jak duże L. Front był pokaźny, ozdobiony kolumnami, łukami i posągami, całość w beżowych, jasnych kolorach. Na schodach stały donice z roślinami, a wszystko klimatycznie oświetlone latarenkami. Boczne skrzydło natomiast, na oko trzypiętrowe, charakteryzowała symetria, dziewięć drewnianych, półowalnych drzwi, w systematycznych odstępach, a pomiędzy nimi jednakowe okienka.
- Zacznijmy jeszcze raz od początku, frontowe wejście - zaproponował.
- Mi się wydaje, że to jednak było z tamtej strony - powiedziała niepewnie Lea, wskazując gąszcz zieleni z tyłu budynku.